sobota, 27 maja 2017

Wzgórze (Ryoga x Diaura) Rozdział 2

No i mamy nowy rozdział po prawie roku :") Ale lepiej późno niż wcale no nie? <3
Co do Masa x Natsu chwilowo się nie mogę zebrać żeby skończyć kolejny rozdział.
Dobra. Bez przedłużania
Mam nadzieję, że notka się spodoba :3 Planuje jeszcze 3 rozdziały ale zobaczymy jak to będzie, patrząc na częstotliwość pisania tego.
Miłego czytania ^^ (Standardowo przepraszam za błędy)

_________________________________________________________________________________


- Mówią na mnie Yo-Ka….
Przedemną stał niezbyt wysoki, jednak wyższy niż ja chłopak, mniej więcej w moim wieku, może nieco starszy, może młodszy… Miał złoto-czarne włosy, pełne usta, przenikliwe spojrzenie, które lustrowało mnie na wylot. Oczy miał podkreślone makijażem, a jego usta były delikatne różowe. Wyglądał naprawdę pięknie. Ubrany był w białą koszulę, której pierwsze dwa od góry guziki były rozpięte i czarne spodnie. Przyglądał mi się ciekawie.
- C-co tu robisz? – Zająkałem się, gdy w końcu odzyskałem mowę, którą mi odebrało z wrażenia.
- Mógłbym Cię zapytać o to samo – Odpowiedział. Opuściłem głowę zawstydzony. No tak. Miał racje. A co jeśli to jego pole? Nie chciałem wchodzić na nie swój teren… Mimo, że było tu tak pięknie. I mógłbym tu siedzieć ciągle. Spojrzałem na nowo poznanego chłopaka niepewnie. Zobaczyłem jego ironiczny uśmieszek i uniesioną brew – Spokojnie. Siedź sobie tu. Mogę się do ciebie przysiąść? – Zapytał i podszedł bliżej. Z bliska był jeszcze piękniejszy i seksowniejszy. O boże, o czym ja myślę do cholery?! Przecież to facet! Nie jestem gejem do cholery, żeby tak o nim myśleć! Chyba… Tak czy inaczej lepiej przestać. Myślę, że mu zazdroszczę po prostu urody i tyle! Przypomniało mi się, że musze mu odpowiedzieć, jednak zdałem sobie sprawę, że on się ze mnie śmieje. No tak musiałem mieć świetną minę. A na dodatek się jeszcze nie przedstawiłem. Świetny początek znajomości nie ma co.
- Pewnie… Tak w ogóle. Jestem Ryoga. – Przedstawiłem się żeby nie pogorszyć swojej sytuacji i reputacji w jego oczach. Wyciągnąłem niepewnie w jego stronę rękę
- Miło mi Cię poznać. – Uśmiechnął się i uścisnął moją rękę. – Nie widziałem Cię tu wcześniej… Wprowadziłeś się dopiero? – Zapytał siadając obok mnie i patrząc przed siebie na roztaczającą się panoramę przed nami. Znów zaniemówiłem. Nigdy nie sądziłem, że ktoś może mieć taki ładny profil, jak Yo-Ka. Kiedy chwile później wróciłem do rzeczywistości chłopak naprzeciwko mnie wpatrywał się w moje oczy ciekawym wzrokiem – Czemu się mi tak przyglądasz? – Zapytał jeszcze unosząc brew. Odwróciłem głowę i ją opuściłem. Zachowywałem się jak jakaś nastolatka! I to rozregulowana emocjonalnie… Czy coś.
- Um… Nie, kiedyś tu mieszkałem. Jakieś 10 lat temu wyjechałem do Tokyo… A teraz przyjechałem do rodziców na wakacje… A ty? Długo tu mieszkasz? – Zapytałem. – I przepraszam… Nigdy nie sądziłem, że ktoś może mieć taki ładny profil…. – Na moje ostatnie słowa Yo-Ka wytrzeszczył oczy i uchylił usta lekko w zaskoczeniu i chyba nieświadomie dotknął twarzy… No to teraz pomyśli, że jestem gejem i sobie pójdzie. – Znaczy… J-ja…
- Dziękuję… Nie często słyszę takie komplementy. – Powiedział, gdy otrząsnął się z szoku. Uśmiechnął się do mnie. – Nie mieszkam tu, ale przyjeżdżam kiedy mogę. Mój kuzyn tu ma dom. –Odpowiedział. Przytaknąłem kiwnięciem głowy
- Tu jest tak pięknie – Westchnąłem i się uśmiechnąłem lekko.
- Tak, też tak sądzę – Powiedział Yo-Ka – Dlaczego stąd wyjechałeś? To naprawdę piękne miejsce… - Westchnął
- W pogoni za marzeniami – Uśmiechnąłem się szerzej wspominając jak stąd wyjeżdżałem – Chciałem spełnić swoje marzenie, jakim było założenie zespołu i to zrobiłem. Dokonałem tego… - Powiedziałem, po czym posmutniałem. Westchnąłem cicho – Niestety mój zespół się rozpadł niedawno… -  Mruknąłem cicho – Po ośmiu latach… - Dodałem smutno. Poczułem rękę na ramieniu. Kiedy uniosłem głowę brązowe oczy chłopaka się we mnie wpatrywały.
- Jestem pewny, że założysz nowy zespół. I będziecie popularni na całą Japonie – Powiedział, a ja się uśmiechnąłem lekko
- Dzięki, że w mnie wierzysz… - zaśmiałem się cicho
- Wiesz, ja też mam zespół, właściwie już kolejny. Dlatego rozumiem jak to jest. – Byłem zaskoczony.
- Nigdy w życiu bym nie pomyślał, że spotkam kogoś z branży na tej wiosce…. – Powiedziałem. On się roześmiał.
- No widzisz? A ty na czymś grasz? Czy na wokalu? Bo ja na wokalu – Powiedział, a ja wyczułem dumę w głosie, gdy to mówił.
- Ja również na wokalu jestem – Uśmiechnąłem się i tu się Rozpoczęła całą dyskusja. Zeszło nam tak długo na rozmowie, że zrobiło się całkowicie ciemno. Wymieniłem się z nim numerem i mailem. Potem umówiliśmy się, że spotkamy się tu następnego dnia o tej samej porze co dziś i każde z nas rozeszło się w swoje strony.
Wszedłem do domu i od razu usłyszałem głos matki
- Ryoga! Gdzieś ty był do tej godziny?! Wiesz jak się martwiłam? – Zapytała zbulwersowana kobieta
- Mamo… Jestem dorosły… Nie musisz tak się o mnie zamartwiać. Poza tym mogłaś zadzwonić. – Wywróciłem oczami. Poszedłem do kuchni, zrobiłem sobie kolacje i zamknąłem się w pokoju. Rozmyślałem o tym, co było dzisiaj.

*

Przez cały tydzień, dzień w dzień po południu spotykaliśmy się na wzgórzu. Dużo rozmawialiśmy, z racji wielu wspólnych tematów. Oczywiście naszym tematem przewodnim byłą muzyka, jak by inaczej.  Trochę się o nim dowiedziałem i on o mnie. Dziś postanowiliśmy się nieco przejść po okolicy, bo nie było gorąco, gdyż do południa padał deszcz, więc powietrze było naprawdę przyjemne, no a poza tym nie było gdzie usiąść, bo trawa na wzgórzu była mokra.
- Wiesz Ryoga, dziś wieczorem musze wyjechać, bo się naskładały sprawy, które musze doprowadzić do porządku… - Westchnął. A ja posmutniałem
- Ale przyjedziesz jeszcze, prawda? – Zapytałem z nadzieją.
- Pewnie, a nawet jeśli nie, to możemy spotkać się gdzieś w stolicy, prawda? – Uśmiechnął się lekko i poklepał mnie po plecach.
- Jasne. Mam nadzieje, że Ci się wszystkie sprawy ułożą i wrócisz szybko… Naprawdę Cię polubiłem przez te kilka dni! – Powiedziałem odwzajemniając uśmiech. Jeszcze nie pojechał, a ja już nie mogłem się doczekać kolejnego spotkania. Zapewne będzie równie niesamowite co nasze pierwsze! Na to liczyłem. Aż do momentu w którym musiał się zbierać spędziłem z nim naprawdę dużo czasu. Umiałem się z nim dogadać jak z nikim innym. Już dawno nie spotkałem takiej osoby. Moje przyjaźnie kończyły się bardzo szybko. Niestety. Ja bardzo się przywiązuje do ludzi, więc każde odejście kogokolwiek z kim byłem zżyty strasznie mnie raniło.
Kiedy wróciłem do domu nawet nie słuchałem co moja rodzicielka ma mi do przekazania. Zamknąłem się w pokoju na klucz i włączyłem muzykę na słuchawkach. Stwierdziłem, że muszę trochę bardziej zadbać o fanów. Otworzyłem nowego maila i twittera i poinformowałem wszystkich o tym. Zaobserwowałem kilku znajomych oraz ludzi których podziwiałem. I Yo-Ke. Tęskniłem za nim mimo wszystko, a poza tym zaintrygował mnie.
Po kilku dniach postanowiłem wyjść na miasto. Było to kilkanaście kilometrów od domu moich rodziców, ale było tam kilka większych sklepów, dwa kluby i kilka kawiarni. Udałem się do jednej z tych ostatnich. Kupiłem sobie dużą kawę, na którą miałem naprawdę ochotę i ciasto. Usiadłem przy oknie i patrzyłem za nie zamyślony. Myślałem o BORN, o przyjaciołach, którzy teraz byli zbyt zajęci pracą, żeby w ogóle się ze mną skontaktować oraz o Yo-ce, którego poznałem zupełnie przypadkiem. Większość dnia minęła mi naprawdę przyjemnie. W drodze powrotnej wszedłem jeszcze do księgarni gdzie kupiłem dwie książki, które zwróciły moją uwagę. Potem wróciłem do domu. Jednak jadąc tam mój wzrok przykuła postać na wzgórzu. Przyspieszyłem. Zaparkowałem na poboczu i pobiegłem podekscytowany na szczyt. Yo-Ka wrócił i nawet nic nie wspomniał?! Dobiegłem na miejsce jednak nikogo już nie było.
- Yo-Ka?! – Zawołałem rozglądając się dookoła. Odpowiedziała mi cisza. Westchnąłem zawiedziony i usiadłem na trawie. Ale jeśli to nie był Yo-Ka… To kto?

- Nie krzycz tak. – Usłyszałem koło swojego ucha.