poniedziałek, 30 maja 2016

R U L E R ( Yo-ka x Kei )

Tak. Notki pojawiają się z niesamowitą częstotliwością xD Jednak do końca czerwca raczej tak zostanie ;-; Nie mam weny to raz, a dwa - szkoła. Niby koniec roku, a najwięcej trzeba robić... No w każdym razie nieważne. Mam nadzieję, że notka się spodoba. Dziękuję Oni za cierpliwość przy betowaniu <3
Jak by były jakieś propozycje co do pairingu to też chętnie posłucham.
Komentujcie~!<3

____________________________________________________________________________________



                Świst powietrza, a potem plask uderzonego batem ciała. Kolejny cios, a później cichy szloch. W kącie pokoju siedział zwinięty srebrzystowłosy, a po jego policzkach płynęły łzy. Jego ukochany znów się zdenerwował... Znów dostał od niego batem. Gdyby wtedy Yo-Ki nie opętała władza, to może byłby jak kiedyś? Czuły i kochający… Ale teraz, od kiedy został władcą, zupełnie nie odróżnia życia prywatnego od pracy. Co za tym idzie – traktuje wszystkich jednakowo źle, jak podwładnych, którymi można gardzić.  Nieważne, czy to jego ukochany Kei, rodzina, czy najlepsi przyjaciele – teraz jego prawa i lewa ręka – Shoya i Tatsuya, czy jakiś podwładny. Wszystkich traktuje tak samo. A najbardziej obrywa na tym Kei, bo jeśli coś się jego ukochanemu  nie spodoba w jego zachowaniu albo ktoś w pracy zrobi coś nie tak, to od razu się za to dostaje właśnie jemu. Kei mimo to stara się go wspierać. Kocha go i gdy ten go bije, to się trzyma, licząc że kiedyś ulegnie to zmianie.

[Kei]
                Próba skończyła się dziś wcześniej. Yo-Ka musiał jechać załatwić coś w sprawie swojego uczestnictwa w jakiejś tam akcji. Od kiedy wciągnął się politykę, nie miał prawie na nic czasu w ciągu tygodnia.  Zazwyczaj w weekendy nie pracował. Wtedy chodziliśmy na randki, na piwo z Shoyą i Tatsuyą lub siedzieliśmy po prostu w domu i wyznawaliśmy sobie uczucia. Na szczęście nasz zespół był związany ze sobą, a godziny prób nie nachodziły się z pracą w polityce, więc nie miał problemu z rozwijaniem swojej kariery politycznej jak i muzycznej wokalisty.  Starałem się wspierać Yo-Kę cały czas. Z resztą od czasów Valluny byłem z Yo-Ką w związku, więc zawsze tak było. Z resztą mój ukochany był osobą, za którą się podążało i wspierało się jej decyzje. Wróciłem sam do naszego apartamentu i próbowałem stworzyć  nową piosenkę, jednak nic z tego nie wyszło. Zjadłem coś – nie dużo, ponieważ nie mogłem wpakować w siebie jakoś wiele. Miałem wrażenie, że popadam w jakąś anoreksję… Pomyślałem, że powinienem coś z tym zrobić, żeby nie denerwować Yo-chana, więc zmusiłem się do zjedzenia jeszcze kilku rzeczy. Nigdy nikogo tak nie kochałem, jak w tym momencie kocham Yo-Kę. Nie przeżyłbym gdybym go stracił. Położyłem się w sypialni i zacząłem czytać książkę, jednak po kilku minutach ta wypadła mi z rąk, a ja sam zasnąłem.
                Miałem koszmar. Śniły mi się naprawdę okropne rzeczy. Zerwałem się do siadu zalany potem i łzami. Poczułem mocno i pewnie obejmujące mnie ramiona. Najpierw zacząłem się szarpać, ale gdy usłyszałem uspokajający mnie głos i zobaczyłem Yo-Kę, to od razu mocno się do niego przytuliłem. Pogłaskał mnie po głowie i pocałował czule.
– Co Ci się śniło? Strasznie płakałeś przez sen… – powiedział.
– N-nie pamiętam… – Pociągnąłem nosem i wytarłem policzki i oczy zalane łzami. Mój ukochany mnie mocniej przytulił.
– No już Ke-chan. To tylko zły sen. Jestem przy tobie. Zawsze będę i cię obronię. – Ucałował mnie słodko i mocniej do siebie przyciągnął. – Chodź, zjemy coś.  Niedawno wróciłem i gdy usłyszałem, że płaczesz przez sen, to przy tobie leżałem.  – Słysząc to lekko się zarumieniłem i spuściłem głowę.
– Przepraszam Yo-chan… – szepnąłem, a on się zaśmiał.
– Głupek. Nie jestem zły przecież. – Przytulił mnie i pocałował czule. – Kocham Cię, Kei. Najbardziej na świecie.  – Wstałem i zacząłem iść do kuchni. Odwróciłem się jeszcze w stronę ukochanego i uśmiechnąłem się do niego ładnie.
– Też cię kocham, Yo-Ka – powiedziałem i udałem się do kuchni.
***
                Yo-Ka wpadł przeszczęśliwy do domu. Akurat tworzyłem nową piosenkę i gdy mój chłopak wpadł, prawie wypuściłem gitarę z rąk. Yo-Ka przytulił mnie mocno.
– Co się stało? – zapytałem zaskoczony, tuląc go.
– Obejmuję władzę w Japonii! – zawołał. Odebrał mi gitarę i stawiając ją na stojaku, porwał mnie w ramiona. Zakręcił się ze mną na środku salonu, a potem zaczął mnie całować . Pisnąłem i przytuliłem się do niego, a potem oddawałem pocałunki.
– Jak to? – zapytałem, będąc w głębokim szoku.
– Jestem władcą – szepnął. Po tej informacji resztę dnia spędziliśmy w łóżku. Rano dowiedziałem się, że Shoya i Tatsuya są jakimś cudem prawą i lewą ręką Yo-Ki. Mój skarb powiedział, że nie chce wciągać mnie w politykę, poza tym woli żebym siedział bezpiecznie w domu. Oczywiście nasz zespół tak jakby nie istniał.  Oficjalnie nie był rozwiązany, ale nie graliśmy. Yo-Kę widziałem coraz rzadziej. Był szczęśliwy, jednak z czasem stał się zimny. Poza tym ciągle chodził spięty, aja siedziałem w domu albo spotykałem się ze znajomymi.
                Raz miałem dłuższe spotkanie ze znajomymi gitarzystami i wróciłem dość późno, bo koło drugiej nad ranem. Myślałem, że Yo-Ki jak zwykle nie będzie, jednak się myliłem. Yoshito czekał na mnie.  Był wściekły. Najpierw zaczął wypytywać, gdzie byłem tak długo. Nie odpowiedziałem, tylko spuściłem wzrok na swoje buty. Wytknął mi, że nie powinienem nigdzie wychodzić, bo jestem jego. Nie wytrzymałem i sprzeciwiłem się. Nakrzyczałem na niego i powiedziałem że nie chcę być więźniem we własnym domu. I to był błąd. Yo-Ka do mnie podszedł, zauważyłem, że nadal miał na sobie mundur. Uderzył mnie w twarz, krzycząc, że mam się zamknąć. Upadłem i złapałem się za policzek. Patrzyłem na niego z niedowierzaniem.  A on  spoglądał na mnie z góry.  W końcu ukucnął przy mnie i pocałował brutalnie.
– Nie denerwuj mnie. Czekałem na Ciebie całą noc! A ty? Szlajasz się nie wiadomo gdzie i nie poświęcasz mi czasu, niewdzięczniku! – Po raz kolejny mi wygarnął.  Po chwili widziałem, jak stara się uspokoić i odetchnął głęboko – No już. Przepraszam. Chodź się ze mną położyć. – Zadecydował i poprowadził mnie do łóżka. Położył mnie na nim, siadając przy mnie i patrząc smutnym wzrokiem w moją stronę – Naprawdę przepraszam. Poniosło mnie. Nie chciałem cię uderzyć.  – Pocałował mnie niepewnie. Przytaknąłem tylko na jego słowa. Bałem się go. Wolałem nie dolewać oliwy do ognia. Ułożyłem się wygodniej na łóżku i zasnąłem naprawdę szybko. To był pierwszy raz, gdy Yo-Ka mnie uderzył. Potem to się powtarzało i nie poprzestało tylko na uderzeniu ręką, ale jeszcze Yo-Ka wynalazł bat. Kilka razy jeszcze przepraszał, ale potem to już nie miało dla niego znaczenia.  Jednak ja  ciągle mu wybaczałem. Może i to był czysty masochizm, ale kochałem go zbyt mocno, żeby mu nie wybaczyć. Gdy kiedyś Shoya i Tatsuya do nas przyszli i zobaczyli mnie – chudego i całego w siniakach, a nawet z gdzieniegdzie porozcinaną skórą, od razu nakrzyczeli na Yo-Kę i pytali, co on sobie myśli, że mnie tak traktuje.  Im się również oberwało. Po tym starali się mnie wspierać, gdy Yo-Ki nie było w pobliżu i pracował.
                Całymi dniami siedziałem na kanapie pod kocem albo w łóżku pod kołdrą i płakałem. Czasem wmuszałem w siebie jedzenie, żeby nie umrzeć z głodu, jednak byłem tak pogrążony w depresji, że nie potrafiłem. Yo-Ka ciągle czegoś ode mnie chciał, gdy był w domu. Jak jeszcze miał dobry humor, to pół biedy, ale gdy był zły, zwykle obrywałem.  Seksu w ogóle nie uprawialiśmy. Raz, kiedy coś dla niego miałem zrobić, zemdlałem, a on się nawet nie ruszył. Nie mogłem także grać na gitarze, ponieważ każda melodia, która wydobywała się z spod strun, była piosenką Diaury. Wtedy przypominał mi się piękny śpiew Yo-Ki i chwile spędzone z nim. 
                W pewnym momencie mnie natchnęło. Napisałem tekst, piękny tekst, w którym zawarłem wszystkie swoje emocje.  Skomponowałem do tego melodię i zostawiłem to na stole w salonie, a obok odstawiłem gitarę na stojak. Sam położyłem się na kanapie. Ogarnęło mnie zmęczenie. Przykryłem się kocem i oczy mi się zamknęły. Odpłynąłem. Miałem nadzieje że Yo-Ka w ramach złości nie podrze tego tekstu i nut. Chciałbym, żeby było jak dawniej. Żeby Yo-chan był tym samym Yo-chanem, co kiedyś. Kochającym, pomocnym i delikatnym. Tak strasznie mi go brakowało. Chciałem być szczęśliwy.

[Yo-Ka]
                Władza była zawsze moim marzeniem. Od zawsze przewodziłem rówieśnikom. W szkole średniej zostałem przewodniczącym szkoły. W swoich poprzednich zespołach, jak i w Diaurze również zawsze byłem liderem. Władza sprawiała mi przyjemność. Lubiłem władać ludźmi, a na dodatek byłem do tego stworzony. Umiałem zrezygnować ze wszystkiego dla władzy. Chociaż w Vallunie poznałem Keia i zakochałem się w nim.  Z racji tego, że był nie śmiały, to cały czas robiłem wszystko, żeby go zdobyć aż w końcu zostaliśmy parą. Naprawdę się kochaliśmy. Nasz związek był idealny. Mimo że czasem się sprzeczaliśmy, to szybko się godziliśmy.  Nasze życie było naprawdę piękne. Oczywiście sypialiśmy ze sobą, ale nie było to podstawą naszego związku. Kei był naprawdę słodki, gdy mnie przepraszał za jakieś głupoty, jednak czasem umiał pokazać pazurki i mi się postawić.  A poza tym on zawsze mnie wspierał we wszystkim. Gdyby nie on, zrezygnowałbym z połowy swoich planów na życie. Nie mogłem sobie wymarzyć lepszego chłopaka niż Kei. Nawet po rozpadzie Valluny nic się nie zmieniło. Potem założyliśmy Diaurę… Po jakimś czasie wkręciłem się w politykę. Nie miałem już praktycznie czasu, ale starałem się ciężej pracować w tygodniu, żeby weekendy mieć wolne i spędzać je z ukochanym i przyjaciółmi.
***
                Zaprosiłem Keia na randkę.  Właśnie zaczęła się wiosna, więc chciałem jakoś uszczęśliwić swojego ukochanego, tym bardziej, że na dworze była bardzo ładna pogoda. Poza tym trwało święto Hanami. Wiedziałem, że Keiowi spodoba się spacer wśród kwiatów wiśni, a potem siedzenie do wieczora w naszej ulubionej kawiarni ze mną. Uwielbiał, gdy byłem romantyczny, jednak nigdy nie powiedział tego wprost, ale ja dobrze o tym wiedziałem. Znałem go bardzo dobrze, chociaż czasem umiał mnie naprawdę zaskoczyć. Uwielbiałem się nim zajmować i pilnować, żeby nikt na nim nie położył swoich brudnych rąk.
Zaraz po próbie wsiedliśmy do mojego auta i na najbliższej stacji, tuż po tankowaniu, związałem mu oczy czarnym miękkim kawałkiem materiału.
– Co do…? Yo-Ka, co ty wyprawiasz? – zapytał ze śmiechem.
– Spokojnie, jak dojedziemy, to ci to zdejmę - powiedziałem i pojechałem do miejsca, do którego wcześniej planowałem pojechać z nim.
– Daleko? – zapytał, grzecznie siedząc i bawiąc się palcami.
– Troszkę. – Uśmiechnąłem się. Po kilkunastu minutach dojechałem do parku pełnego kwitnących wiśni. Stanąłem na parkingu i odpiąłem pasy swoje i Keia. Gdy ten chciał zdjąć przepaskę, zatrzymałem go. – Mówiłem, Ke-chan. Ja ci zdejmę w swoim czasie. – Wysiadłem i wyprowadziłem go z auta, po czym zaprowadziłem w głąb parku i posadziłem na ławeczce pod kwitnącą wiśnią.
- Co tak pachnie? – zapytał a ja musnąłem jego usta swoimi. Rozwiązałem mu oczy, które miał dalej zamknięte. Oddawał pocałunek z pasją i miłością. Po chwili odsunęliśmy się od siebie.  Popatrzyłem na niego, a mój ukochany powoli otworzył oczy i spojrzał w moje.  Ująłem go delikatnie pod brodę i odwróciłem jego piękną buzię w bok. Kei zaniemówił i rozglądał się dookoła. Objąłem  go w pasie i przytuliłem. Był taki piękny, gdy się uśmiechał.
– Tu jest tak pięknie... Cieszę się, że mnie tu zabrałeś. – Przytulił mnie i wstał. – Chodźmy się przejść! Tu jest tak pięknie! – Powtórzył, a ja się roześmiałem. Posłusznie wstałem, objąłem Ke-chana w pasie i ruszyliśmy na spacer. Po dwóch godzinach zabrałem go powrotem do mojego auta i pojechałem do naszej ulubionej kawiarenki. Nie było tam zbyt dużo ludzi, a podawali dobrą kawę i ciasta. Zamówiliśmy ulubione desery. Ten dzień był idealny. Kei tak się cieszył z tych wszystkich rzeczy, a ja cieszyłem się, że mogę z nim spędzić dzień. Nigdy w życiu nie mógłbym go skrzywdzić. Chciałem być z nim na zawsze.
***
                Zostałem władcą. Shoya był moją prawą ręką, a Tatsuya lewą. Nie interesowało mnie teraz za bardzo zdanie innych. Keia nie chciałem w to mieszać. Gdybym go stracił, to chyba bym tego nie przeżył. Wypełniałem papiery i zajmowałem się innymi obowiązkami. Czasem potrafiłem nie wracać do domu na noc z racji pracy. Gdy wracałem – Kei był smutny, więc starałem się go pocieszyć. Uśmiechałem się do niego, całowałem, a czasem gdzieś wyszliśmy w nocy. A gdy pogoda nie dopisywała, to się kochaliśmy. Długo i namiętnie.  Rano zwykle znikałem. Szedłem do pracy, jednak zostawiałem mojemu skarbowi śniadanie na stoliku nocnym. Zrobiłem się przez tę pracę nerwowy.  Chociaż spełniło się moje największe marzenie. Brakowało mi teraz tylko bycia obok Keia i całowania go.  Nawet kłótni o jakieś głupoty.
***
                Wróciłem do domu. Byłem zły. Moi podwładni zrobili mi kilka rzeczy na przekór. Gdy wszedłem do domu, panowała tam cisza. Zmarszczyłem brwi. Czyżby Kei spał…? Spojrzałem na zegarek. Nie ma mowy. Była 20. Zacząłem go szukać po pokojach, ale go nigdzie nie było. Zdenerwowałem się i usiadłem w fotelu, tak żeby mieć widok na drzwi. Kiedyś musiał wrócić. Ciekawe, czy codziennie tak go nie ma. I od kiedy? Siedziałem do rana. Około trzeciej usłyszałem przekręcany zamek. Gdy wszedł, był naprawdę zdziwiony, że jestem w domu. A ja? Ja byłem wściekły. Zacząłem wypytywać gdzie był, że wraca nad ranem. Milczał.
– Nie powinieneś w ogóle wychodzić.  Jesteś mój! Powinieneś być tylko ze mną! – wytknąłem mu zły.
- Nie jestem twoją kurwą! – krzyknął. – Ani twoim więźniem, do cholery, więc masz mnie tak nie traktować! – O kilka słów za dużo. Podniosłem się i podszedłem do niego szybko. Uderzyłem go w twarz. Nie było to lekkie uderzenie.
– Zamknij się! – krzyknąłem. On od tego uderzenia upadł na podłogę. Patrzył na mnie z niedowierzaniem. Nie panowałem nad sobą. Patrzyłem na niego z wyższością. Ukucnąłem po chwili przy nim i pocałowałem go brutalnie.
– Nie denerwuj mnie. Czekałem na Ciebie całą noc! A ty? Szlajasz się nie wiadomo gdzie i nie poświęcasz mi czasu, niewdzięczniku! – wygarnąłem mu zirytowany. Kilka minut zajęło mi uspokojenie się. Również po tych kilku minutach zdałem sobie sprawę co zrobiłem. – No już. Przepraszam. Chodź się ze mną położyć. – powiedziałem i zaprowadziłem go do łóżka. Położyłem go, usiadłem obok i patrzyłem na niego smutno. Miałem wyrzuty sumienia. Kochałem go i naprawdę nie wiedziałem, jak mogłem tak go skrzywdzić. – Naprawdę przepraszam. Poniosło mnie. Nie chciałem cię uderzyć. – Pocałowałem go lekko i niepewnie. On nadal milczał. Zabolało. Jednak ja sam sobie na to zasłużyłem. Gładziłem go delikatnie po włosach i pocałowałem w czoło lekko. Zasnął. To był moment, w którym mnie natchnęło. Zabrałem kartkę i długopis i stworzyłem piękny tekst. Od razu schowałem go do swojego munduru. Kiedy przyjdzie czas, jakoś użyję tego tekstu. Chciałbym już nigdy nie zranić Keia… Tak bardzo go kocham…
***
Nie dotrzymałem słowa. Wyżywałem się na Keiu. Biłem go, wyzywałem, przelewałem na niego całą swoją złość, gdy mi nie szło, denerwował mnie lub ktoś zrobił coś nie po mojej myśli. Za wszystko obrywał Kei. I nie skończyło się na uderzeniach ręką, ale w grę wchodził bat albo mój skórzany pasek od spodni. W pewnym momencie przestałem nawet kupować jedzenie i uzupełniać zapasy w lodówce. Gdy wracałem, widziałem chude i całe w siniakach ciało ukochanego. Pod jego oczami były sińce, włosy dużo za długie z dużym odrostem na czubku. Twarz wykrzywiona w grymasie bólu lub po prostu smutna. Kei w pewnym momencie robił za mojego podwładnego. Raz służąc mi, zemdlał. Patrzyłem wtedy na jego leżące na podłodze ciało i nie wiedziałem co zrobić. Tatsuya i Shoya obwiniali mnie o jego stan, jednak ja ich ignorowałem. Sam dobrze wiedziałem, że to moja wina, ale nie chciałem przyjąć tej informacji do wiadomości.  Moje życie prywatne i praca złączyły się w jedno.
Siedziałem w swoim gabinecie i wypełniałem jakieś rzeczy. Po chwili do mojego gabinetu wszedł Shoya. Oczywiście bez pukania. Spojrzał na mnie znudzony. – Yoshito, ktoś do ciebie przyszedł – mruknął, a ja przytaknąłem i machnąłem ręką na znak, że ta osoba może wejść.  Słysząc kroki i zamykane drzwi, uniosłem wzrok. Na środku gabinetu stali Tsuzuku i Ryoga.  Byłem zaskoczony, jednak nie pokazałem tego po sobie. Odłożyłem papiery, wstałem i  przywitałem się z nimi chłodno.
– Kim jesteś i co zrobiłeś z naszym kochanym Yo-Ką? – zapytał Ryoga.
– Nie istnieje – powiedziałem lodowatym tonem. Poczułem uderzenie na wysokości brzucha.
– Zła odpowiedź – mruknął Tsuzuku. Ryoga westchnął ciężko i się do mnie przybliżył.
– Yo-Ka! Co ty wyprawiasz?! Weź ty się człowieku ogarnij, co? To, że ty nie widzisz, co się z tobą dzieje, to nie znaczy, że my nie widzimy! Powinieneś zrezygnować z polityki dla swojego i wszystkich dobra. Tak naprawdę byłoby lepiej. Spójrz na Keia! Kochasz go jeszcze? Wygląda jak wrak! A na dodatek na pewno ma depresję. I to twoja wina! On, Shoya, Tatsuya, w ogóle wszyscy ludzie, którzy byli dla ciebie kiedykolwiek ważni, się na tobie zawiedli. Yoshito, jak ty ich potraktowałeś? Przemyśl to, proszę. Bo zniszczysz sobie życie.
– A potem tego nie naprawisz już i będzie tylko gorzej – Dodał Tzk i razem z Ryogą opuścili gabinet. Zatkało mnie. Zacząłem myśleć o tym wszystkim. Cholera jasna, oni mieli racje. To wszystko moja wina… Wyszedłem z gabinetu szybko.
– Sho, Tatsu. Wracajcie do domu. Przepraszam. Wybaczcie mi wszystko. Jestem potworem – Ukłoniłem się nisko. Usłyszałem ciche westchnięcia i po chwili kroki. Shoya i Tatsuya mnie przytulili.
- Nie do nas powinny być te słowa. Mimo wszystko wybaczamy ci. Jesteśmy przyjaciółmi. To normalne wybaczać błędy. – Powiedzieli i opuścili swoje miejsce pracy. Przypomniało mi się coś. Wyjąłem tekst, który spoczywał od kilku miesięcy w kieszeni munduru. To był odpowiedni czas, żeby coś z nim zrobić. Dam go Keiowi.
                Zerwałem się, zamknąłem biuro i wybiegłem z budynku. Może nie jest jeszcze za późno. Może nie wszystko stracone. Wszedłem do kwiaciarni i kupiłem najpiękniejszy bukiet kwiatów. Potem wsiadłem do auta i pojechałem do restauracji, żeby wziąć nam jedzenie na wynos. Jak ja mogłem tak się zachowywać? Szybko pojechałem do domu. W salonie zastałem śpiącego Keia. Na stole leżały dwa stosiki kartek, na jednym był tekst piosenki, a na drugim nuty. Wszystko zapisane pięknym pismem Keia. Sięgnąłem po tekst i zacząłem go czytać. Zatkało mnie. Tu były przelane wszystkie uczucia Keia. Sięgnąłem po gitarę ukochanego i zacząłem śpiewać oraz grać to, co ten stworzył. Mój skarb obudził się. Przez chwilę nie wiedział, co się dzieje, ale musiał się wsłuchać w to, co śpiewałem. Spojrzał na mnie ze strachem zmieszanym ze szczęściem i oczarowaniem. Odłożyłem gitarę, wstałem, usiadłem przy Keiu i pocałowałem go czule. Potem zsunąłem się na podłogę i oparłem czoło o podłogę.
– Kei. Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Błagam cię, wybacz mi! Wiem, że jestem dupkiem. Że cię skrzywdziłem tak strasznie.  Może i to nie wybaczalne, ale błagam. Nie chcę cię stracić. Obiecuję, że się poprawię, tylko Kei…. – Nie dokończyłem bo mój ukochany podniósł mnie z podłogi i czule pocałował, tuląc się do mnie. – Wybaczam Yo-chan. Dawno wybaczyłem – szepnął zachrypniętym głosem. – Ale już mnie nie bij, proszę… - Oparł swoje czoło o moje i zachłannie mnie pocałował w usta po raz kolejny. – Pomogę ci się naprawić, mój władco. – Zaśmiał się.
- Jeśli mam cię stracić to wolę zrezygnować z władzy – powiedziałem szczerze. On tylko przytaknął. Odsunąłem się od niego, wstałem i wyszedłem na chwilę z salonu. Po jakimś czasie wróciłem z bukietem kwiatów i obiadem. Ten pierwszy dałem Keiowi. – Kocham cię, Ke-chan.
– Ja ciebie też, Yo-chan. – Przytulił mnie mocno i poszedł włożyć kwiaty do wazonu. Cieszyłem się, że miałem szansę wszystko naprawić. Wiedziałem, że to zrobię. Tak samo wiedziałem, że rzucę w cholerę tę politykę i zajmę się muzyką. Tak będzie lepiej dla mnie, dla Keia i dla wszystkich. Gdy Kei wrócił, dałem mu swój tekst, który napisałem, gdy po raz pierwszy go uderzyłem. Tam były moje prawdziwe uczucia, które przez te kilka miesięcy niemal na zawsze usunąłem z własnego życia. Między innymi miłość. Bo człowiek bez miłości się sypie, jest samotny i nieszczęśliwy, czyż nie?
- Nasze teksty się pokrywają Yoshito…

środa, 27 kwietnia 2016

Nasze uzależnienia ( Yo-Ka x Shoya )

Prawie 3000 wyświetleń na blogu <3 Tak bardzo się cieszę. Nie wierzyłam że ktoś go w ogóle czyta. XD
Nie rozpisuje się za bardzo
Dziękuję za betę Oni <3
Mam nadzieję, że notka się spodoba :3
Cytaty to fragmenty Kairi Diaury
__________________________________________________________







hitorikiri tsumetai yoru kehai no hou
daremo inai
akai chi ga nagareru nara
mou sei mo kei mo kamawanai kowasasete








[Yo-Ka]
To były najgorsze cztery godziny w moim życiu. Zespół był skłócony, atmosfera na próbie przytłaczała i miało się dość robienia czegokolwiek, szczególnie wałkowania pięciu utworów w kółko. Ja i Kei byliśmy między nimi wszystkimi jakimiś łącznikami. W końcu ustaliliśmy, że następnego dnia o trzynastej jest próba i wszyscy się rozeszli z ponurymi minami. Zostałem jeszcze, żeby ogarnąć salę i odsunąć myśli od tego co się dzieje w zespole. Po prostu ręce opadają. Kei został ze mną, bo stwierdził, że odprowadzi mnie do domu. Podobno wyglądam źle, czy jakoś tak. Mnie się nie chciało wracać do tego zimnego miejsca, w którym mieszkałem, ale w końcu po namowach Keia, pojechaliśmy tam. W „domu” pozbyłem się płaszcza i butów, a potem położyłem się na sofie w salonie i patrzyłem na białe ściany pustym wzrokiem. Nie musiałem czekać na Keia, bo on i tak zawsze u mnie zachowywał się jak u siebie. Dopóki on tu był cisza, samotność i pustka nie doskwierały mi tak bardzo. Nie miałem nawet kota! To okropne uczucie, gdy się siedzi tak samemu z własnymi, nie do końca mądrymi myślami.
Kei usiadł obok mnie, wciskając się chudym tyłkiem w sofę, na wysokości moich kolan i spojrzał na mnie, myśląc o czymś intensywnie. Posłałem mu niezadowolone spojrzenie i zgiąłem nogi w kolanach, co przyjaciel wykorzystał, wsuwając się głębiej w mebel i opierając o jego skórzaną tapicerkę. 
Yo-Ka, musimy porozmawiać. – Westchnął i oparł się o moje kolana, patrząc na mnie uważnie. – To co się dzieje w Vallunie…
Nie jestem ślepy, Kei. Widzę, że nasz zespół się nie dogaduje. Chociaż „nie dogaduje” to złe stwierdzenie. Oni się w kółko kłócą, wręcz nienawidzą! – mruknąłem.
No więc właśnie. Nie uważasz, że trzeba coś z tym robić? Nie mają pięciu lat. A jak tak dalej pójdzie to się rozpadniemy, bo zespół jest śmiertelnie obrażony na siebie. Idiotyczny powód do rozpadu, nie uważasz?
Oni się nie pogodzą. I ty dobrze o tym wiesz Kei – powiedziałem i usiadłem. Oparłem głowę na ramieniu gitarzysty.
No to chyba pozostaje nam się rozwiązać. – Na te słowa się spiąłem
Nie chcę… Ten zespół to wszystko, co mi zostało dobrego – jęknąłem
Yo-Ka, nie mamy wyjścia… Jeśli jutro na próbie się nic nie zmieni, to rozwiązuję Vallunę – powiedział. Było mi strasznie smutno. Zjedliśmy jeszcze z Keiem obiad i chłopak się zmył do domu.
Dobiło mnie to wszystko. Usiadłem na podłodze pod drzwiami balkonowymi z żyletką w dłoni, pozbyłem się czarnej bluzy i starannie zawiniętego bandażu na nadgarstku. Przyłożyłem żyletkę, przycisnąłem nieco i pociągnąłem. I tak kilka razy. Gdy miałem po raz kolejny to zrobić, usłyszałem jak coś upadło na podłogę, a w następnej chwili żyletka została mi odebrana z ręki. Uniosłem głowę i zobaczyłem niedowierzające spojrzenie Keia. Coś do mnie mówił, chyba nawet krzyczał, ale ja nie słuchałem. Po moich policzkach spłynęło kilka łez, potem jeszcze trochę, aż cała moja twarz była nimi zalana. Przyjaciel mnie przytulił mocno, zaprowadził do łazienki, zrobił opatrunek na nadgarstku i zaprowadził do łóżka. Był ze mną do rana, za co byłem mu bardzo wdzięczny. Kilka razy się budziłem w nocy, a Kei mnie uspokajał, bo płakałem. Moja psychika nie wytrzymywała. Tego rozpadu, bo raczej się nie pogodzą i ogólnie ostatnio moje zdrowie psychiczne podupadało.
Tak jak ustaliliśmy następnego dnia, Valluna się rozpadła. Drugi gitarzysta – Sakura i basista Kirimaru stwierdzili, że nie ma co tego ciągnąć. Po pierwsze się nie rozwijamy, po drugie oni się nienawidzą, a po trzecie… Nie, nie ma trzeciego powodu. Nie było to pokojowe rozstanie.
Poszedłem po tym wszystkim na spacer do parku. Kei chciał iść ze mną, żeby się upewnić że nie zrobię nic głupiego ale obiecałem, że tak się nie stanie i mogę iść sam. Musiałem pomyśleć co teraz mam zrobić. Mam trochę oszczędności, trochę rodzice mi się dołożą, może przeżyję jakieś pół roku dopóki nie znajdę nowego zespołu. A jak nie… To wtedy będę myśleć. Nawet nie zauważyłem, jak się rozpadało. Mimo to usiadłem na ławce i moknąłem, a po moich policzkach leciały łzy, które zmieszały się z deszczem. Moim oczom rzucił się młody chłopak stojący ledwo co pod drzewem. Miał rozbiegany wzrok i wyglądał zdecydowanie jakby był naćpany. Coś mi mówiło, żeby zwrócić na niego uwagę, tak więc nie odrywałem od niego wzroku.








aa sore wa dare ni nita shuukei
mou nanimo boku ni wa wakarimasen
aa wareru hodo no memai no naka de sore wa sadamatteita
















[Yukito]
Próba była niezwykle nudna i zdecydowanie bez życia. Jak zespół może być tak pozbawiony entuzjazmu? Wyglądają na wiecznie zmartwionych… Nie widzę w tym jakiegokolwiek sensu! Z muzyki powinno się cieszyć, a nie smucić. Chociaż fakt, dla mnie wszyscy wyglądają na smutnych. Bo ja ćpam. Skrzywiłem się na tą myśl. To, że to robię mnie obrzydza, jednak nie potrafię przestać, a teraz właśnie szedłem do znajomego dilera, który miał mi sprzedać działkę, która kosztowała mnie… Dość dużo. Bo właściwie było to kilka różnych towarów. Marihuana, heroina, morfina, trawka… Od tych dwóch pierwszych byłem najbardziej uzależniony. Po opuszczeniu dilera udałem się w jedną z ciemnych obskurnych uliczek i tam zrobiłem sobie odpowiednią dawkę, którą następnie umieściłem w nowej strzykawce. Po chwili wbiłem ją sobie w żyłę i zaaplikowałem. Westchnąłem z przyjemności. Gdy już się trochę ocknąłem to ruszyłem do parku. Pech chciał, że zaczęło padać. Stanąłem pod drzewem i patrzyłem na chłopaka siedzącego i moknącego na ławce w parku. Było w nim coś co przyciągało mój wzrok. Był naprawdę brzydki, gdy tak moknął. Jego włosy w połączeniu z wodą wyglądały ohydnie. Może i nie wiedziałem, co się w około mnie dzieje, ale ta jedna osoba zajęła moje myśli. Kręciło mi się nieco w głowie. Swoją drogą ten chłopak mi kogoś przypominał, ale nie umiałem określić skąd.
Żeby być szczęśliwszym, wyciągnąłem jeszcze skręta z marihuaną i go zapaliłem. Mój uważny wzrok był wbity w nieznajomego siedzącego na ławce. Zastanawiałem się nad swoim życiem i nad tym, co robię. Czy bycie narkomanem jest mi pisane?








boku o miru sono hitomi no oku ni
sukete mieru yo
"ijou" to kubetsu shiteiru no ga








[Yo-Ka]
Mimo dzielącej nas odległości, wpatrywałem się w jego oczy u zastanawiałem się, czy wie, że ja też mam problemy. Wygląda, jakby widział. I jakby to rozumiał. Może i to było głupie, ale miałem wrażenie, że czyta ze mnie jak z otwartej księgi. Jego oczy są jak rentgen, przeszywają mnie całego. Mam wrażenie, że wie o mnie wszystko, co jest możliwe.
Coś mnie do niego ciągnie. Nie mam pojęcia co to takiego. Ale jakiś głos w mojej głowie podpowiada mi żebym zabrał nieznajomego do swojego domu. Że on może być moim lekarstwem. Nogi same mnie powiodły przez deszcz do niego. Gdy znalazłem się pod drzewem, wyczułem mdlącą woń dymu, tego co palił nieznajomy. Po chwili zdałem sobie sprawę, co to za zapach. Marihuana.
















aa sore wa risei hikichigiru yume
nanimo boku ni wa wakarimasen
aa wareru hodo no memai no naka de sore o tebanaseba








[Yukito]
Przestałem skupiać się na czymkolwiek. Moje marzenia przejęły nade mną kontrolę. Gdy problemy zaczęły mnie przytłaczać, to zacząłem ćpać. A potem już nie było odwrotu. Chciałem być wolny, chciałem nie mieć problemów. Ale to mnie zgubiło. Przejęło nade mną kontrolę i nie mogłem już się uwolnić od „wolności i braku problemów”. To takie żałosne. To, co zrobiłem ze sobą, nie powinno mieć miejsca. Nieznajomy zaczął mnie gdzieś prowadzić. Nie stawiałem oporów. Bo po co? Poza tym wiedziałem, że robię dobrze idąc z nim. Chociaż nie rozumiałem, czemu ten obcy człowiek gdzieś mnie zabiera. Tak czy inaczej to nie jest ważne. Chciałbym się oderwać od narkotyków. Chciałbym przestać je brać… Zakręciło mi się w głowie i pociemniało mi przed oczami. Czy umarłem? Mam wielką nadzieję, że nie. Chciałem dowiedzieć się czegoś więcej o tym chłopaku, który mnie gdzieś zabrał. Nieważne gdzie. Wszędzie jest lepiej niż w tej kawalerce w, której mieszkałem.




White scene and white tears night.
tooku nagarete
White scene and white tears night.
kono te kegashite
aragau you ni mogaku you ni
ichibyou o mo oshimu you ni kokoro wa ta kanaru








[Yukito]
Obudziłem się w środku nocy. Nie miałem pojęcia, gdzie byłem. Księżyc świecił mi w oczy, a oprócz tego oświetlał cały pokój, w którym leżałem. Dominowała w nim biel, więc wydawał mi się niemal sterylny. Trochę, jak w szpitalu, tylko tu było nieco przytulniej. Co ja tu robiłem? To na pewno nie była moja klitka. Ten pokój był niemal jak moje mieszkanie, zresztą… W każdym razie byłem tu sam. W ogóle nie pamiętam, co robiłem dzień wcześniej… Może zostałem czyjąś dziwką? Łzy bezsilności poleciały mi po policzkach. Gdybym miał gdzie wracać, to bym wrócił. Niestety nie ma mowy. I to jest okropne. Rodzina się mnie wyrzekła, od kiedy zacząłem grać w zespole. Potem posypało się całe pasmo nieszczęść, a do tego wszystkiego zacząłem ćpać. Teraz utrzymywałem się z zespołu. Łzy zaczęły płynąć mi intensywniej po policzkach. Rozejrzałem się ponownie, próbując zatrzymać na czymś wzrok. Spojrzałem na swoje ręce pokłute przez wielokrotnie wbijane w nie strzykawki. Muszę się zmienić. Przestać ćpać i dorosnąć. Wypadałoby w końcu, czyż nie? Jednak nie mam tak mocnej woli… Sam nie dam rady się zmienić. Ktoś mi musi pomóc. Czyżby mój nieznajomy mógł to zrobić? Nie, to niemożliwe… Eh, niech mnie ktoś dobije.








aa sore wa dare ni nita shuukei
mou nanimo boku ni wa wakarimasen
aa wareru hodo no memai no naka de sore wa sadamatteita




[Yo-Ka]
Wpatrywałem się w chłopaka, którego przyprowadziłem z parku. Spał zwinięty na łóżku. Jego makijaż był rozmazany, straszył samym widokiem. Nieznajomy kogoś mi przypominał. Nie miałem pojęcia kogo.
Nie rozumiałem, jaka siła kazała mi sprowadzić tego narkomana do domu. Przez wysiłek, jakim było doniesienie tego nieznajomego i brak jedzenia, bo ostatni posiłek jaki jadłem to śniadanie, kręciło mi się w głowie. Usiadłem na łóżku, tak by nie obudzić nieznajomego i wyciągnąłem żyletkę. Zrobiłem kilka cięć na nadgarstku. Ból był ukojeniem.
Potem jednak zastanawiałem się, czy jestem aż tak beznadziejny, żeby się ciąć. Aż tak nisko upadłem… Cóż. Taki los jest mi pisany.
















White scene and white tears night.
kimi wa kidzukanai
White scene and white tears night.
dakara kono te de
furuenu you ni nigasanu you ni
ichibyou no mayoi sae koko ni wa nai kara
















[Yukito]
Wstałem rano i wyszedłem z pokoju. Poszedłem do dużego salonu, gdzie na sofie w pół leżał młody chłopak. Wyglądał jak Bóg. Gdy mnie usłyszał, odwrócił się i ładnie uśmiechnął.
Um – zacząłem skrępowany. – Co ja tu robię? – zapytałem
Przyprowadziłem cię tu, jak wczoraj się naćpałeś i zemdlałeś. – Posłał mi jeszcze ładniejszy niż wcześniej uśmiech. – Jak ci na imię? Ja jestem Yo-Ka. – Chłopak był naprawdę czarujący. Aż zaniemówiłem z wrażenia. Yo-Ka miał bardzo piękny głęboki głos. W ogóle cały był piękny. Gdy w końcu otrząsnąłem się z chwilowego szoku, zarumieniłem się delikatnie i spuściłem głowę. Wlepiłem wzrok w podłogę.
Jestem Yukito. Dziękuję ci za pomoc. Jestem twoim dłużnikiem… – Usiadłem niepewnie obok niego
Spokojnie. Czuj się jak u siebie. – Zauważyłem bandaż wystający spod rękawa koszuli. Zamrugałem kilka razy. Czyżby… – Co ci się stało w rękę? – Zapytałem wskazując na jego przedramię. On nerwowo poprawił koszulę, naciągając ją.
Nic takiego – wymamrotał cicho i niewyraźnie. Ująłem delikatnie jego rękę w swoje dłonie, odpiąłem guziki od mankietu i rozwinąłem bandaż. Kilka razy chciał wyrwać rękę, gdy to robiłem, ale nie pozwoliłem mu na to. Pod bandażem miał mnóstwo cienkich ran po cięciach. Pionowych, poziomych, po skosie… Spojrzałem mu w oczy.
Czemu to robisz? – Zapytałem spokojnie. Odwrócił wzrok.
A czemu ty ćpasz? – Odpowiedział pytaniem na pytanie.
Bo pragnę nie mieć problemów. Pragnę idealnego świata bez nich. – Wzruszyłem lekko ramionami. Yo-Ka przez chwilę milczał.
Ja chcę uciec od problemów. I od złych rzeczy, które się wydarzyły ostatnio w moim życiu – powiedział cicho. Ah. Czyli oboje byliśmy uzależnieni.
Rozmawialiśmy praktycznie cały dzień. Chcieliśmy sobie pomóc. Głód narkotykowy zaczynał mnie już męczyć, ale nie pokazywałem tego. Chciałem, żeby było normalnie. Chociaż jeden dzień bez narkotyków. Mimo że bardzo chciałem, żeby tak było, moje ciało pragnęło czegoś innego. Zacząłem być trochę niemiły w stosunku do Yo-Ki. Wieczorem nie wytrzymałem. Miałem zostać u niego jeszcze przez jedną noc. Zamknąłem się w sterylnie białej łazience i wyjąłem narkotyk z kieszeni. Wyrobiłem sobie go, miałem w tych dużych kieszeniach wszystko, nawet zapas strzykawek, tak więc do jednej z nich dodałem narkotyku. Schowałem wszystko na swoje miejsce, wkłułem się w żyłę i wstrzyknąłem narkotyk. Po moich policzkach popłynęły łzy. Miałem tego nie robić. Ale nie potrafiłem przestać… W końcu zebrałem się w sobie i ogarnąłem trochę. Poszedłem do salonu i tam usiadłem. Potem łazienkę zajął Yo-Ka. Wyszedłem na duży taras, który utrzymany był w bieli jak cały dom. Ponownie zaczynam płakać, ale po dłuższej chwili moje łzy wyschły. Niedługo potem wrócił Yo-Ka. Jego ręce drżały. Widać, że się ciął. Obserwowaliśmy się. Nie mogliśmy zmienić naszych uzależnień. Nawet nie wiem, kiedy odległość między nami zmalała, a nasze usta połączyły się ze sobą w namiętnym pocałunku. Nie wahaliśmy się nawet na moment. Chwilę zajęło ponowne wejście do domu, pozbawienie się ubrań w drodze do sypialni i kochanie się tam namiętnie przez resztę nocy. Tylko to się liczyło tej nocy.
















White scene and white tears night.
tooku nagarete
White scene and white tears night.
kono te kegashite
aragau you ni mogaku you ni
ichibyou no gekijou ni... kokoro wa... mou...








Trzy miesiące później...
[Yo-Ka]
Zeszliśmy się z Yukito. Połączyły nas nasze problemy. One oczywiście nadal istniały. Było nam łatwiej z nimi, gdy byliśmy w dwójkę. Mój skarb, Yukito, musiał pojechać na próbę, a potem wrócić do swojego domu. Gdy poszedłem do mojej sterylnie białej sypialni i usiadłem na tego samego koloru pościeli, ni stąd ni z owąd w mojej ręce znalazła się żyletka i cięła skórę na przedramionach. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę z tego, co robię. Zaczęły mnie męczyć wyrzuty sumienia. Cisnąłem żyletką przed siebie i zacząłem gorzko płakać. Załamany schowałem twarz w dłoniach. Moje łzy nie miały końca, a głupota granic. Zwinąłem się i położyłem na łóżku, pozwalając łzom moczyć poduszkę. Wpatrywałem się w wyciągnięte przed siebie ręce. Muszę coś z tym naprawdę zrobić. Tak nie może być. Jak nie dla siebie, to dla Yukito. Muszę przestać. Ułożyłem się wygodniej i zamknąłem oczy, starając się przestać myśleć. Serce mnie bolało. Wszystko zaczęło mnie przytłaczać. Sam nie wiem, kiedy zasnąłem.








White scene and white tears night.
moroku kowarete
White scene and white tears night.
kimi ga nagarete








[Yukito]
Stałem centralnie pod drzwiami Yo-Ki i się w nie wpatrywałem. Znów się naćpałem. Nie chciałem. To było silniejsze ode mnie. Poza tym, Dizly, mój zespół się rozpadł. Nie wiedziałem, co zrobić, więc się naćpałem. Biały, oświetlony słabym światłem korytarz przypominał szpital. Dookoła było cicho. Właściwie Yo-Ka był dla mnie jak lekarz. Potrafił mnie wyleczyć z problemów jednym zdaniem i pocałunkiem. Tak bardzo go pokochałem. Łzy znów zdobiły moje policzki. Moje życie zaczęło się znów sypać. Nawet nie wiem kiedy z domu wyszedł Yo-Ka i wprowadził mnie do domu. Pewnie go zawiodłem. Znów się przecież naćpałem, chociaż obiecałem że nie będę tego robił… On… On się mną zajął. Nienawidziłem się za to, że ćpam. Kiedyś było inaczej, ale teraz moje życie zmieniło się o 360 stopni. Yo-Ka gdzieś mnie prowadził. Po chwili poczułem miękkość łóżka. Byłem nieco zaskoczony, ale gdy przyłożyłem głowę do poduszki niemal od razu zasnąłem. Czułem jeszcze obejmujące mnie ramiona Yo-Ki.
















hakanamu you ni aisuru you ni
ichibyou no kakera daite hoka ni wa mou iranai kara




[Yukito]
Zaczęliśmy się namiętnie i zachłannie całować z Yo-Ką. Jakby to był nasz ostatni pocałunek. Jakbyśmy widzieli się po raz ostatni. Jego usta były genialne, uwielbiałem go. Był najpiękniejszym i najukochańszym facetem na ziemi. Nie wiedziałem, jakie bóstwo mi go zesłało, co takiego zrobiłem, że na niego zasłużyłem, ale dziękowałem za niego. Potem równie zachłanni co w pocałunkach, byliśmy w łóżku. Po wszystkim leżeliśmy i szeptaliśmy czułe słowa między sobą. Nic się dla nas nie liczyło. Miłość, nienawiść czy uzależnienia; tonie ważne. Chcieliśmy być razem i tylko i wyłącznie to się dla nas w tej chwili liczyło. Niczego więcej nie potrzebowaliśmy.








iranai kara








[Yo-Ka]
Yukito i ja znaleźliśmy swoje szczęścia. A tymi szczęściami byliśmy my nawzajem. Nasza miłość przezwyciężyła uzależnienia i wszystko się zaczęło układać na nowo. Ja przestałem się ciąć. Yukito przestał ćpać. Zaczęliśmy życie na nowo.
Założyliśmy zespół. Ja, Yukito, Kei i Yuu. Nazwaliśmy go Diaura. Yukito zmienił pseudonim na Shoya. Od tego czasu wszystko się układało tak jak powinno. Świat stał się idealny dla naszej dwójki. Miłość zwyciężyła nawet najgorsze uzależnienia i wszelkie zło w naszym życiu.



sobota, 19 marca 2016

Nietypowa gimnastyka ( Hiro x Daichi )

Długo zwlekałam z tym opowiadaniem ale dodaje~! Mało jest ff z Nocturnal Bloodlust tak więc trzeba to zmienić! <3 Za wszelkie błędy przepraszam ;-; I uprzedzam. To jest mega nienormalne XD Pomysł na ff powstał na zajęciach wf'u


__________________________________________________________________________________


- … Dwieście czterdzieści osiem, dwieście czterdzieści dziewięć, dwieście pięćdziesiąt. – Podniosłem się z podłogi i uśmiechnąłem do Daichi’ego, który siedział i przyglądał się jak ćwiczę, chociaż z punktu widzenia kogoś z zewnątrz, Daichi wygląda jakby jedyną rzeczą która go interesuje, są jego paznokcie. Oczywiście to była przykrywka, za długo go znałem, żeby o tym nie wiedzieć. Widząc że wstałem, on również to zrobił. Podszedłem do niego i ucałowałem jego krwistoczerwone usta. Mój kochany chłopak skrzywił się, jak bym robił coś obrzydliwego i odsunął mnie od siebie na długość własnych rąk, dotykając mojej nagiej klatki piersiowej. W końcu jestem w domu, mam prawo ćwiczyć w samych spodniach! Daichi’emu to poza tym nie przeszkadza, w ręcz przeciwnie. Ma na co popatrzeć.
- Hiro… Idź się umyj co? Cały się lepisz i śmierdzisz potem… - Jego czerwone usteczka ponownie wykrzywiły się w brzydkim grymasie, ani trochę nie pasującym do jego pięknej buźki. Zrobił jeszcze na wszelki wypadek krok w tył. Westchnąłem kręcąc głową, a potem skierowałem wzrok wprost w jego oczy, będące za okularami o ciemnych oprawkach, z błyskiem w oku.
- Dobrze… Ale ty idziesz ze mną – Uśmiechnąłem się szeroko do niego. Gitarzysta odsunął się jeszcze trochę.
- W życiu – Jeszcze bardziej się skrzywił i wzdrygnął – Wszystko tylko nie to! – Tak. Wiedziałem jak on nie cierpiał gdy przystawiałem się do niego zaraz po ćwiczeniach. Bo „To nie higieniczne”, „To obrzydliwe”, „Gdy tak robisz to mi się chce rzygać” i wiele, wiele innych argumentów przytaczał mi mój drogi ukochany. Z kim ja się związałem?! Chociaż zawsze mogło być gorzej. Daichi mógł być na przykład kobietą. W tedy chyba wylądowałbym w wariatkowie. Zdecydowanie. Fakt, faktem gitarzysta czasem zachowywał się jak kobieta, ale miał „pazurek” i potem pozwalał mi na wszystko w łóżku… albo w kuchni na blacie… w łazience… na parapecie… na biurku… na środku salonu… w przedpokoju… kilka razy nawet zdarzyło się na balkonie…
- Wszystko mówisz? – Złapałem go za słowo i udałem przez całe pięć sekund, że się zastanawiam. On tym czasem zbladł i otworzył szeroko oczy
- Co…? Nie! Nie miałem… – Już chciał się wykręcić jednak ja mu przerwałem.
- W sobotę po próbie ćwiczysz ze mną. Oczywiście za bardzo cię nie wymęczę bo jeszcze mi tu zejdziesz, księżniczko. – Oznajmiłem i udałem się do łazienki, wziąć szybki prysznic. Mojego ukochanego chyba zatkało. Potem z ręcznikiem przewiązanym nisko na biodrach, wyszedłem z łazienki, która była połączona bezpośrednio z sypialnią, wyjąłem sobie z szuflady w komodzie bokserki, a potem z szafy dresy które nosiłem po domu i czarny t-shirt. Do pokoju cicho wszedł gitarzysta, siadając na łóżku i opierając się o jego metalową ramę; W jednej ręce trzymał jogurt w małym kubeczku, w drugiej łyżeczkę do herbaty, którą po chwili zatopił w jogurcie i włożył ją wypełnioną nim do ust. Uniosłem brew i zsunąłem ręcznik z bioder patrząc na Daia wyzywająco. On jadł dalej obserwując mnie uważnie. Widać było na jego policzkach uroczy rumieniec. Zacząłem się ubierać  w naszykowane rzeczy, a potem usiadłem tyłem do mojego ukochanego i wziąłem telefon żeby sprawdzić czy nie dostałem jakiegoś nowego maila. W momencie gdy włączyłem skrzynkę odbiorczą, do mojej szyi przyczepił się Daichi i przygryzł ją na co westchnąłem z przyjemności. Złapałem go, przerzuciłem go sobie przez ramię, chociaż czułem jak się spina ze strachu i posadziłem go sobie na kolanach. Wpiłem się w jego usta namiętnie.  Były słodkie i miękkie. Pogłębiłem pocałunek, wsuwając w jego usta język i penetrując je. Dai wplótł palce w moje długie włosy i przeczesywał je palcami. Odsunęliśmy się dopiero od siebie dopiero gdy zabrakło nam powietrza. Nasze spojrzenia się spotkały i… wybuchliśmy śmiechem. Sam nie wiedziałem dlaczego. Ostatecznie doszliśmy do wniosku, że razem się odprężymy w salonie przy jakimś dobrym filmie.

***

W końcu nadeszła sobota. Daichi próbował się na wszelkie sposoby wykręcić od tego co nam zaplanowałem. Zadzwonił do rodziców, których niestety nie było w ten weekend w domu, do siostry, która już była umówiona na ten dzień z przyjaciółmi… Właściwie obdzwonił wszystkich swoich znajomych, ŁĄCZNIE ZE SWOIM BYŁYM; Niestety wszyscy mieli już jakiś plan, lub jak w przypadku ex Daichi’ego, stanąłem w drzwiach naszego mieszkania gdy chciał już wyjść niezauważony, niemal od razu po naszym dzisiejszym powrocie z próby i powiedziałem, że po moim trupie on to zrobi. Oczywiście dowiedziałem się o tym ostatni, jak razem z Natsu, mój chłopak w czasie przerwy ulotnił się na papierosa. Wtedy podszedł do mnie Masa i zapytał czy pozwalam Daichi’emu na spotykanie się ze swoim ex. Mnie zatkało i zbladłem. Potem się wściekłem i dopiero gdy gitarzysta i perkusista wrócili, zachowałem pozory i udawałem że nic nie wiem. Na szczęście MÓJ chłopak odpuścił sobie to spotkanie i je odwołał. Mimo jego fochów i innych rzeczy które mnie w nim irytowały to kochałem go naprawdę mocno. Nie mogłem pozwolić żeby wrócił do tego dupka. Tak, jeśli chodzi o Daichi’ego mógłbym dla niego rzucić wszystko. I tak, jestem o niego cholernie zazdrosny. Obiecałem sobie że jutro z nim sobie porozmawiam na ten temat.
Tak więc spełniłem „groźby” z przed paru dni. Daichi przebrał się w luźne spodnie i bokserkę, a ja jak zwykle w samych spodniach. Wpadłem na genialny pomysł, żeby nie zmęczyć Daichi’ego za bardzo. Znalazłem jakieś filmiki z gimnastyką, która nie była tak męcząca jak te wszystkie ćwiczenia na siłe jakie ja wykonuje co najmniej cztery razy w tygodniu dla formy. Podłączyłem laptopa do telewizora w salonie i zabraliśmy się za ową gimnastykę… Moim błędem było nie przejrzenie tych filmików. Wiele z tych ćwiczeń spokojnie można było uznać mianem pozycji seksualnych… Tak! Tak właśnie było! Daichi zdawał się tego nie zauważać i grzecznie ćwiczył… Jednak seks w takich pozycjach zdawał się niezwykle ekscytujący. Aż zrobiło mi się goręcej. Miałem tylko nadzieje, że mi nie stanie…  Nawet nie zauważyłem kiedy przestałem ćwiczyć i najzwyczajniej w świecie wgapiałem się w gimnastykę. Daichi’emu się to nie spodobało. Gdy tak siedziałem z wyprostowanymi nogami on usiadł mi na udach i ujął moją twarz w dłonie
- Naprawdę Ci się podoba bardziej tamta kobieta niż ja? – Zmarszczył brwi w niezadowoleniu i patrzył mi w oczy. Zamrugałem kilka razy nie odwracając wzroku. Byłem zaskoczony.
- Co…? W żadnym wypadku! – Pocałowałem go namiętnie i przytuliłem mocno. – Po prostu pomyślałem, że świetnie można wykorzystać gimnastykę w seksie – Powiedziałem bez owijania w bawełnę.  On otworzył lekko usta w niedowierzeniu, jednak po chwili uśmiechnął się lekko i pokręcił głową.
- Ty zboczeńcu! Tobie tylko jedno po głowie chodzi! – Prychnął, ale pocałował mnie w usta zachłannie i zmusił do położenia. – W porządku. Możemy spróbować. – Odsunął się i podszedł do laptopa i przewinął filmik szukając jakichś ciekawych ćwiczeń. Podszedłem do niego i zacząłem go całować po szyi i rozbierać. Po chwili gitarzysta był już w samych bokserkach. Po chwili nie był mi dłużny, pozbył się moich spodni i bokserek. Zniecierpliwił się więc również rzucił gdzieś w kąt pokoju te należące do niego, które chwile temu miał na sobie.  Usiadł na kolanach, w rozkroku i wyciągnął ręce przed siebie. Zabrałem lubrykant  sprytnie ukryty i nawilżyłem siebie i jego, po chwili w niego wchodząc. Kilka dni tego nie robiliśmy więc musimy nadrobić zaległości. Daichi’emu było strasznie nie wygodnie w tej pozycji, tak więc szybko doprowadziłem nas oboje do orgazmu. Oczywiście to dopiero początek naszych zabaw. Teraz podparł się na łokciach i uniósł biodra do góry. Ta pozycja zdecydowanie się mu spodobała. Pojękiwał głośno, wyginając się gdy chociażby musnąłem jego prostatę. Następne ćwiczenie jakie wybrał Daichi polegało na oparciu nogi o sofę i wypięciu się. No a przynajmniej tak to właśnie wyglądało dla mnie. To również było do przeżycia. Kolejne polegało na oparciu nogi o, w naszym przypadku, nogi o framugę drzwi, wyprostowaniu się i rozciąganiu. Jednak gdy miałem wejść w mojego chłopaka, zobaczyłem grymas bólu na jego twarzy i zrezygnowałem. Potem przeniosłem moją ławkę do ćwiczeń na środek pokoju i się położyłem na podłodze, a Daichi się na mnie nabijał opuszczając na rękach, które trzymał na brzegu ławeczki. Po tym wszystkim opadliśmy, a właściwie ja opadłem na podłogę, a Daichi na mnie i się do mnie przytulił.
- To było świetne. Musimy to powtórzyć – Uśmiechnął się lekko i pocałował mnie czule.
- Widzisz? A ty nie chciałeś. – Oddałem pocałunek.  - Taką gimnastykę mógłbym mieć codziennie – Dodałem z westchnieniem, rozmarzony. Pokręcił głową.
- Jesteś zboczeńcem kochanie. Ty byś się tylko pieprzył.
- Wiem o tym. Nie mów jak byś mnie poznał wczoraj.
- Idziemy się umyć Hiro. Jestem spocony i cały w twojej spermie – Skrzywił się, a ja wybuchnąłem śmiechem. Odezwała się księżniczkowa strona mojego kochania.

niedziela, 6 marca 2016

Czasem przypadkowe spotkanie może zmienić nasze życie ( Karyu x Zero ) cz.1

Rozleniwiłam się z tym pisaniem. Ale lepiej dodać coś późno niż wcale, prawda? Tak więc zapraszam i za błędy przepraszam :3
_____________________________________________________________
            Stałem w pociągu, z torbą przewieszoną przez ramię. No niestety, moje Mitsubishi się popsuło i jest u mechanika. A do szkoły musiałem dojechać, więc byłem zmuszony jechać pociągiem. W sumie przez najbliższe dwa tygodnie tak będzie. Stałem przy drzwiach i pustym wzrokiem patrzyłem na mijany krajobraz. W pewnym momencie, poczułem na sobie czyjś wzrok. Rozejrzałem się i zobaczyłem chłopaka o brązowych włosach do ramion, lekko natapirowanych i z lekkim makijażem. Gdy napotkał moje spojrzenie szybko opuścił głowę i się lekko zarumienił, dosłownie niezauważalnie na pierwszy rzut oka. Przyjrzałem się jego ubraniu. O! Miał mundurek mojej szkoły. Hm. Dziwne. Nigdy wcześniej go nie widziałem.
            Wysiadłem na odpowiedniej stacji i skierowałem się do swojego liceum. Poniedziałki zawsze były męczące. Idąc, dyskretnie oglądałem się za siebie, bardzo ciekawy czy chłopak z mundurkiem mojej szkoły idzie za mną. Przed szkołą jednak spotkałem swoją paczkę. Składali się na nią Takahiro na którego wszyscy mówili Asagi, Yoshiyuki czy jak kto woli Ruiza, Masaya dla znajomych Hizaki, Teruaki albo po prostu Teru, Serina na który nie lubił swojego imienia dlatego po prostu mówiliśmy do niego pseudonimem, Shaura taki sam przypadek jak Serina, Kenji chociaż ja wole na niego mówić Tsukasa oraz Hiroshi który karze na siebie mówić Hizumi. Łączyła nas miłość do muzyki. Asagi, Serina, Shaura, Tsukasa i Hizumi byli od reszty starsi o rok. Raz w tygodniu gdy kończyliśmy wszyscy o tej samej godzinie, mieliśmy kółko muzyczne, gdzie wspólnie dyskutowaliśmy o czymś, graliśmy lub śpiewaliśmy. Czasami któreś z nas chwaliło się kompozycją lub tekstem piosenki. Tak więc po dłuższej rozmowie przed szkołą ( Oraz paleniu papierosów ) przez którą się prawie spóźniliśmy na lekcje, rozeszliśmy się do swoich klas. Po drodze wypytałem chłopaków czy widzieli i czy coś wiedzą na temat, chłopaka którego widziałem w pociągu. Niestety, nikt nic nie wiedział. Usiadłem na swoim stałym miejscu w drugiej od końca ławce pod oknem. Miejsce obok mnie było wolne jak zwykle. Za mną siedzieli Hizaki i Teru przede mną Ruiza i chłopak o imieniu Hidenori, który zawsze wszystko wiedział, robił notatki i podobno się lubił uczyć, no a poza tym lubił Ruize więc dzięki temu cała nasza czwórka miała zawsze notatki, bo zwykle nie słuchaliśmy tylko zajmowaliśmy się czymś innym. Pierwszy japoński, naprawdę mi się dłużył. Na przerwie Poszliśmy do klasy starszych przyjaciół. Na drugi koniec szkoły. Tak więc na następny japoński się spóźniliśmy. Wchodziłem jak zwykle pierwszy do sali i mnie zatkało. Na środku pomieszczenia, zaraz obok nauczyciela stał TEN chłopak. Dokładnie ten sam który jechał ze mną pociągiem. Dopiero szturchnięcie Ruizy przywróciło mi myślenie. Przeprosiliśmy za spóźnienie i udaliśmy się do ławek.
- Jestem Shimizu Michi. Miło mi was poznać. Przeprowadziłem się tu z Saitamy. – Powiedział cicho, jednak na tyle głośno żeby wszyscy usłyszeli i się ukłonił. Byłem zaskoczony. I to bardzo. Co chłopak mieszkający niemal w stolicy robi w takim mieście jak Yamaguchi?! To naprawdę dziwne… Wręcz niepokojące.
- Usiądziesz z Matsumurą. – Powiedział nauczyciel wskazując na wolne miejsce obok mnie. Zacisnąłem usta w wąską kreskę. Przyjaciele posłali mi współczujące spojrzenia. Michi dosiadł się do mnie i przyjrzał się mi.
- Shimizu Michi. – Przedstawił się. – Ale mów mi Zero – Dodał.
- Matsumura Yoshitaka. – Przyglądałem się mu ciekawie. – Przyjaciele wołają na mnie Karyu – Odrzuciłem długie blond kosmyki na plecy i zabrałem się za rysowanie w szkicowniku, który leżał tuż przy zeszycie od japońskiego. Obróciłem się do tyłu i podmieniłem piórnik swój i Teru, który miał mnóstwo przyborów do rysowania.
- Co rysujesz? – Szepnął chłopak. Spojrzałem na niego i odsłoniłem szkicownik. Rysowałem smoka. – Ładnie. Masz talent. – Patrzył na mnie uważnie. Jego spojrzenie mimo że niby wyrażało jakieś zainteresowanie to były tak jakby puste… Kontynuowałem rysowanie. W końcu to nie moja sprawa.
W końcu lekcja dobiegła do końca. Spakowałem się szybko i już chciałem wyjść, ale zatrzymał mnie nauczyciel. Powstrzymałem jęknięcie.
- Matsumura, zajmiesz się Michim, do końca tygodnia i oprowadzisz go po szkole za to spóźnienie. – Zatkało mnie.
- Ale profesorze…. – Zacząłem ale on mnie uciszył.
- Cicho. Masz go pilnować Matsumura. – Powiedział. Spojrzałem na Zero. Ten mi się przyglądał, jakiś taki…. Zawiedziony? Westchnąłem i kiwnąłem głową na niego. Wyszliśmy z sali.
- Przeszkadzam Ci? – Odezwał się.
- Nie, nie. W porządku – Uśmiechnąłem się lekko. Poszedłem do przyjaciół którzy spotkali się pod salą. Przedstawiłem im Zero. Bardzo szybko się dogadali, co mnie zaskoczyło. Cóż, mnie samego zaciekawił od razu jak jechałem z nim pociągiem. Właśnie. Będziemy prawdopodobnie razem wracać. Muszę się czegoś o nim dowiedzieć. Poza tym, nie dość, że mnie zaciekawił to jeszcze spodobał mi się wizualnie…
            Nareszcie nastąpił koniec lekcji. Shimizu cały dzień ze mną i moimi przyjaciółmi chodził, a na lekcjach razem siedzieliśmy, po prostu byliśmy nierozłączni. Jak się okazało mamy mnóstwo wspólnych zainteresowań. Dowiedziałem się, że Zero gra na basie. Więc zapewne dołączy do naszego kółka. Nie wiem dlaczego, ale wywoływało to u mnie pozytywne emocje. Rozmawialiśmy w drodze do pociągu dość żywo na różne tematy. Wsiedliśmy do odpowiedniego pociągu, usiedliśmy obok siebie i czekaliśmy na odpowiednie stacje.
- Hej, Zero. Gdzie wysiadasz? – Zapytałem z uśmiechem. Myślałem na początku, że ten dzień będzie najgorszym jaki mógłby mi się przytrafić, ale jak się okazało było odwrotnie. Naprawdę świetnie się dogadywałem z Zero i dziś świetnie się bawiliśmy.
- Tam gdzie ty. – Odpowiedział. – Nie zauważyłeś mnie jak wsiadałem dopiero później, gdy stanąłem centralnie naprzeciwko – Wywrócił oczami.
- Hm…? Serio? Świetnie. Jak chcesz możemy razem jeździć do szkoły. – Zaproponowałem. Przytaknął. – Wiesz, normalnie jeżdżę do szkoły samochodem, a teraz jest u mechanika.