poniedziałek, 8 czerwca 2015

Impreza ( MiA x Koichi )

Przepraszam za błędy. Z dedykacją dla Karo, dzięki za motywacje quq <3 Zapraszam do czytania i komentowania :3
A, no i żeby nie było, seks~

__________________________________________________________________

Próba skończyła się wcześniej z racji tego, że w czwórkę mieli jechać na imprezę do rodziny Koichiego. MiA wraz z różowowłosym pojechali do wspólnego mieszkania się przebrać. Od pół roku stanowili szczęśliwą parę. MiA pokochał Koichiego, mimo jego wad, a szczególnie humorów i charakteru. Gitarzysta od czasu do czasu kłócił się z Koichim, ale zwykle po 3-4 dniach już było po sprawie i zapominali o tym.
W domu, po dwóch godzinach szykowania się i pakowania, a raczej dopakowywania tego co potrzebowali, bo mieli zostać do końca weekendu u rodziców Kucyka Pony, w końcu z makijażem, elegancko ubrani. Mieli dwie torby podróżne, jedną Koichiego drugą Mii. Wyszli z domu, wsiedli do auta, pojechali najpierw po Tsuzuku, który mieszkał bliżej nich, potem po Meto. Później w czwórkę udali się do mniejszego miasta, dość daleko od stolicy, w którym wychował się Koichi.
- Tak dawno nie widziałem się z całą rodziną. Będzie super! - nadawał z entuzjazmem Ko-chan
- Dobrze skarbie. Wiemy. Już mówisz to po raz setny - zaśmiał się blondyn, nie odrywając wzroku od drogi.
- Właśnie. Idź spać lepiej, bo nie dotrwasz do rana - Poparł blondyna Tsuzuku, układając się wygodnie na tylnym siedzeniu. Różowowłosy się napuszył i nadął policzki odwracając wzrok w stronę szyby i po chwili zamykając oczy. Wokalista miał racje, ale nie, ego Koichiego nie pozwalało mu jej przyznać. Po dwóch godzinach MiA zaparkował auto pod domem Koichiego. Meto i Tzk się obudzili i cicho - tak jak MiA prosił - wysiedli. Przywitali się i poinformowali mamę różowowłosego, że jej syn śpi. 
MiA był tu już, kilkanaście razy, rodzice jego chłopaka wiedzieli, że z nim był i to akceptowali. Tak więc blondyn pościelił łóżko w pokoju ukochanego, a później przyniósł księżniczkę i położył do łóżka. Sam usiadł obok i zabrał się za jakąś mangę, która leżała zakurzona na szafce nocnej.
Gdy był mniej więcej w połowie "lektury", Koichi zaczął się wiercić, co znaczyło że zaraz się obudzi. Blondyn się nie mylił. Po chwili oczy jego ukochanego się otworzyły. Koi-chan usiadł i się rozejrzał nieprzytomnie ostatecznie zatrzymując wzrok na Mii.
- Dobry wieczór. Wyspałeś się skarbie? - Spytał z uśmiechem blondyn i pocałował lekko swojego chłopaka.
- Uhm. Co ja tu robię? W swoim pokoju... Przecież przed chwilą jeszcze jechaliśmy autem...
- Przeniosłem Cię. Bo nie miałem sumienia by Cię budzić Kucyku - powiedział słodzącym tonem, przez co ( i nie tylko przez ton, ale i ostatnie słowo dostał poduszką w głowę.
- MiA! - Pisnął oburzony i nadął policzki niczym chomik.
- No co? Przecież Ci nic nie zrobiłem, tylko Cię nazwałem.....
- Nawet nie próbuj kończyć! - Zmroził chłopaka wzrokiem i zszedł z łóżka, od razu wchodząc do łazienki

***

Spotkanie było zorganizowane dwie przecznice od domu rodziców Koichiego. Przypominało to trochę wesele, wszystkie panie były ubrane elegancko, panowie również, mimo że nie byli w garniturach.
Mię cały czas męczył obrazek, który pokazał mu przed wyjściem Ko-chan. A dokładnie z napisem "Nudzisz się? Pobawmy się w chowanego w moim łóżku, dobrze?". A potem wyszedł zostawiając ukochanego samego w pokoju. Zszokowanego. Koichi...
"Właśnie a propo Koichiego... " MiA rozejrzał się po sali. Dostrzegł go z drinkiem, obok ojca, z którym żywo dyskutował. Przyglądał im się. Trzy razy w międzyczasie ojciec mu dolewał drinka, co blondynowi się nie spodobało. Rozpoczął rozmowę z Tsuzuku. Tak miło i przyjemnie dyskutowali, popijając niespiesznie alkohol. 
W końcu, jego chłopak wyciągnął go na parkiet, a jego kuzynka - Tsuzuku.  Dobrze im się tańczyło, biorąc pod uwagę ilość procentów we krwi Koichiego. Po dłuższym czasie usiedli. MiA nalał sobie soku, a Koichi drinka pił.
Różowowłosy przytulia się do blondyna mocno i pocałował. Gitarzysta czuł alkohol od niego, ale nie zaprotestował. 
- Kochanie? Pobawimy się w chowanego? - Spytał uwodzącym głosem, obejmując blondyna w pasie.
- Skarbie jesteśmy w miejscu publicznym. Poza tym, tu jest cała twoja rodzina... - Odsunął chłopaka, a ten westchnął. 
- No dobrze. - Zaczęli rozmawiać z jego mamą, która do nich podeszła, spytać jak się bawią. Chwile pogadali, później do rozmowy dołączyli Meto i Tsu.
Taka sytuacja z Koichim, pojawiła się jeszcze trzy razy. W końcu koło drugiej nad ranem basista westchnął głośno zniecierpliwiony.
- Chodźmy się pobawić w chowanego tam! - wskazał na kuchnie, a raczej na drzwi do niej z napisem "Nieupoważniony wstęp wzbroniony", blondyn uniósł brew.
- Nieładnie tak skarbie. Może wrócimy już do domu? Bo twoje pomysły, zaczynają mnie już z lekka przerażać. 
- No MiA! Nie daj się prosić... - Blondyn pokręcił przecząco głową i coś szepnął Tsu, a potem poszedł do rodziców Koichiego o i im powiedział, że już pójdą się położyçbo księżniczka jest pijana. Mama Kucyka Pony, dała klucz Mii i powiedziała żeby poszli. 

***

Blondyn w miarę trzeźwy ( Na pewno bardziej od swojego chłopaka ), wprowadził Koichiego do domu i zaprowadził do pokoju.
- MiA~ Pobawimy się w chowanego skarbie? - Zamruczał, przytulając się do blondyna i zaczynając go całować.
- K-ko-chan... Nie - westchnął i jeszcze chwile się upierał i odsuwał od siebie ukochanego, ale w końcu uległ i zaczął go namiętnie całować. Koichi oddał pocałunek, po chwili stracił bluzkę i spodnie, usta Mii znalazły się  mną jego szyi, a ręce na udach. 
W tym momencie Różowowłosy Kucyk Pony, po części wytrzeźwiał i odsunął się od Mii
- Skarbie... - Zamruczał blondyn. - Proszę. Zróbmy to... Będzie Ci dobrze... Wiesz, że nie zrobię Ci krzywdy, Koi-chan - Pocałował delikatnie basistę w szyje i tam też zrobił. Mu malinkę. 
Ten westchnął i w końcu uległ, zarzucając ręce na szyję Mii i go pocałował zachłannie, uchylając usta, przez co blondyn wsunął język do nich pogłębiając pieszczotę.
MiA zaczął zdejmować ubrania z Koichiego, który na nim siedział obejmując go nogami w pasie, zatrzymał się na bokserkach. Zaczął całować chłopaka po klatce piersiowej, zatrzymał się na jednym z sutków. Zaczął go ssać, a drugi zaczął ściskać i pocierać. Różowowłosy pozbawił, go koszuli jęcząc głośno i wyginając się. Ręce Ko-chana leżały na ramionach jego kochanka, a on sam poruszał biodrami. Blondyna to podniecało. Wsunął ręce pod bokserki ukochanego, ścisnął go za pośladki i namiętnie pocałował. Koichi głośno jęknął wplatając w jego włosy ręce i ciągnąc za nie. MiA przeniósł chłopaka do pozycji leżącej i się na nim położył. Odczepił ręce Koichiego od swoich włosów, jego nogi odplótł od swoich bioder, sięgnął po pasek związując ręce Kucyka Pony i przywiązując je do ramy łóżka. Potem pocałował go w usta, które z warg ukochanego zsunęły się na szyje pieszcząc ją delikatnie, potem na klatkę piersiową i podbrzusze. Tam zatrzymał się, pieszcząc podbrzusze ustami, wsunął ręce pod jego bokserki, zaczął powoli je zsuwać z chłopaka, nie przestając go całować. Różowowłosy jęczał głośno i wygiął się z rozkoszy.
- M-m-miA - wyjęczał - Więcej, proszę! I szybciej! - powtarzał w kółko, a blondyn uśmiechnął się lekko, ale nie przestawał, zwalniając jeszcze bardziej.
- MIA DO CHOLERY! - wydarł się i w tym momencie gitarzysta pozbył się jego bokserek.
Męskość Koichiego stała na baczność, a MiA oblizał się ze smakiem, jego zapewne nie była w lepszym stanie, jednak chciał sprawić maksymalną rozkosz ukochanemu, w końcu to był jego pierwszy raz. 
Blondyn wziął członka partnera do ust, od razu całą i zaczął poruszać głową w miarowym tempie. Basista jęczał, wyginął się i szarpał rękami, chcąc się uwolnić. Język Mii sprawnie pieścił Ko-chana, który po niedługim czasie doszedł z krzykiem , nie mogąc wytrzymać tej przyjemności, wprost w usta swojego chłopaka. Ten przełknął spermę różowowłosego i pocałował go w usta, dzieląc się spermą.
- Koi-chan, rozłóż nogi - szepnął mu do ucha i wstał. Ten patrzył na niego z niezrozumieniem wypisanym na twarzy, ale posłusznie rozłożył nogi. MiA zszedł z łóżka i podszedł do swojej torby szybko, wyjął z niej zabezpieczenie i lubrykant. Różowowłosy Kucyk Pony obserwował go w milczeniu. W końcu MiA wrócił na łóżko po drodze pozbywając się swoich bokserek i usadowił się pomiędzy udami chłopaka.
- Tylko się rozluźnij. Nie spinaj. Bo będzie bolało - polecił i założył na swojego członka prezerwatywy, następnie wylał na trzy palce lubrykant. Podniósł biodra basisty i spojrzał mu w oczy. 
- Mogę...? - Różowowłosy starał się rozluźnić, mimo że trochę się obawiał tego, to skinął głową. 
Gitarzysta delikatnie i powoli wsunął w Koichiego palec wskazujący. Ten nabrał powietrza i się skrzywił. Blondyn obserwował chłopaka i jego reakcje. Po jakimś czasie zaczął poruszać palcem. Koichi zaczął pojękiwać z przyjemnością i wić się. 
Po chwili blondyn dołożył drugi, na co różowowłosy skrzywił się lekko. Chwile poczekał i ponownie zaczął sprawiać ukochanemu przyjemność.
- MiA... Pośpiesz się... - wyjęczał.
- Skarbie nie chce zrobić Ci krzywdy. - Mruknął mu jego chłopak do ucha, dokładając trzeci palec, przez co basista pisnął, bardziej z zaskoczenia niż bólu. 
- MiA! - Koichi kopnął go w kostkę. Blondyn jęknął, ale zaczął poruszać palcami, odpowiednio rozciągnął Koichiego i zabrał palce.
- Kochanie... Czy jesteś gotowy...? Mogę...
- MiA, nie pierdol mi tu teraz głupot tylko pieprz mnie! Bo sam się sobą zajmę. - Warknął i pocałował go brutalnie. Blondyn zaśmiał się, oddając pocałunek. Uniusł biodra kochanka i delikatnie się w niego wsunął. Różowowłosy syknął, ale próbował sie rozluźnić. MiA wsunął się cały w basistę, ostatecznie, a następnie wysunął i tak cały czas. Koichi zaczął poruszać biodrami, a MiA wychodził na przeciw jego ruchom.
- sz-szybciej! - Jęknął różowowłosy. Blondyn przyśpieszył, a jego chłopak praktycznie krzyczał. W końcu po dłuższym czasie obaj doszli w jednym momencie, głośno jęcząc.  MiA uwolnił chłopaka, położył się obok niego i pocałował go.
- Kocham Cię skarbie - Powiedział, nadal mając przyspieszony oddech. Koichi przytulił się do gitarzysty przymykając oczy. 
- Też Cię kocham, Mi-chan - Mruknął i po chwili zasnął. Jego chłopak tak samo.

***

Koichi rano się obudził przed Mią. Bolała go głowa i tyłek. Nie wiedział czemu, ale nagle przed oczami zaczęły mu stawać obrazy z poprzedniego wieczoru. Zaczerwienił się i gwałtownie usiadł. Było to błędem bo przeszły go ból u dołu pleców, a przy okazji obudziło to jego chłopaka.
- Dzień dobry kochanie. - blondyn pocałował go na powitanie - jak Ci się spało? Jak się czujesz?
- Tyłek mnie boli. A tak poza tym jest dobrze. Byłeś genialny. - Uśmiechnął się i przytulił go mocno.
- Ty też skarbie. Pójdę Ci po coś przeciwbólowego i zrobię śniadanie, co ty na to?
- Jasne. - Uśmiechnął się, a MiA ubrał się i wyszedł. Zszedł z piętra i wszedł do kuchni. Tam krzątała się mama jego chłopaka.
- Dzień dobry - Uśmiechnął się blondyn do kobiety.
- Oh, MiA! Witaj, jak Ci się spało i gdzie zgubiłeś mojego synka? - Kobieta odwzajemniła uśmiech
- Dobrze, dziękuję. Ko-chan leży 
- Słyszałam, że się w nocy dobrze bawiliście. Rozdziewiczyłeś mi syna, prawda? - Mie zatkało. Kobieta uśmiechnęła się szeroko dala mu tackę z jedzeniem, kawą, tabletkami dla Koichiego i odesłała do pokoju - Dobrze, że mu się trafiłeś. I dobrze, że z tobą się przespał. Chociaż jest szczęśliwy i ma kogoś kto się nim zaopiekuje i doprowadzi do porządku. - dodała jak MiA wchodził po schodach, który szybko się ulotnił do pokoju
- Koi-chan. Proszę - Uśmiechnął się chociaż był blady jak ściana. 
- Dzięki! - Uśmiechnął się, wziął tabletkę, popił wodą, która stała na szafce, a później zaczął jeść. Spojrzał na swojego chłopaka, odkładając kanapkę i tacę na szafkę nocną, wygrzebał się z kołdry, usiadł nadal nago na blondyna okrakiem, ujął jego twarz w dłonie i podniósł tak, by ten spojrzał mu w oczy. 
- Co się stało? - Spojrzał mu w oczy zaniepokojony. 
- Twoja mama nas słyszała - wymamrotał spuszczając wzrok. Koichi zamrugał kilka razy i westchnął. 
- Nie przejmuj się nią! Nic jej się nie stanie jak posłucha moich jęków. Musi się przyzwyczaić, więc skarbie nie denerwuj się. - Uśmiechnął się szeroko i pocałował namiętnie blondyna. - Kocham Cię. I nic nigdy tego nie zmieni MiA. Dobrze o tym wiesz. 
- No dobrze... Skoro tak twierdzisz - Zaśmiał się i oddał pocałunek. Objął go mocno w pasie, a Koichi go za szyje. - Też Cię kocham. Wiem. Ja też. 
I tak resztę ranka spędzili w łóżku.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Emily ( Tsuzuku x Koichi )

Wena na Mejibray. Bo mało ich w internecie :c
W każdym razie wena z EMILY.
Przepraszam za błędy, zapraszam do czytania i komentowania.
____________________________________
Próba miała się odbyć już ponad godzine temu, jednak Tsuzuku, pomimo że jest liderem spóźnił się i jak by tego było mało, przyprowadził ze sobą swoją dziewczyne.
Tak więc próba się zaczęła. Trzy piosenki. Tyle wszyscy zagrali (i zaśpiewali) prawidłowo. Po kolejnych trzech Koichi się zdenerwował i oddał swój bass Mii, zgarnął wszystkie swoje rzeczy i warcząc, że w takich warunkach - gdy przez 3/4 piosenki wokalista liże się ze swoją dziewczyną - on nie da rady grać. Koichi wyszedł trzaskając drzwiami. Wokalista zarządził koniec próby.
Gitarzysta zmartwił się. Koichiego ostatnio zostawił chłopak, dlatego też MiA mieszka z Kucykiem Pony chwilowo, na czas nieokreślony. MiA szybko wrócił do domu, obawiając się że różowowłosy postanowi zrobić sobie krzywdę. Jednak, gdy blondyn wszedł do domu, Ko-chan siedział na beżowej sofie, z papierosem w ręce, rozmazanym makijażem, rozczochranymi włosami i lamką wina w drugiej ręce. MiA głośno westchnął, usiadł obok Koichiego, zabrał mu z ręki wino, odstawiając je na stolik, papierosa zgasił w popielniczce i mocno przytulił basistę. Ten się w niego wtulił i cicho płakał.
-M-miA... Czemu on tak bardzo mnie nie nawidzi? - wyłkał. Gitarzysta podniusł na niego wzrok i spojrzał z pytaniem w oczach.
- Koi-chan. O kim ty mówisz?
- No... O Tsuzuku... On wie, że mnie Mikaru zostawił więc czemu do cholery, musi się migdalić z tą swoją Emily przy mnie?! - Krzyknął i kopnął w stolik, co dało tyle, że kieliszek z winem się przewrócił i jego zawartość wylała się na owy stolik. Może i nie było tego dużo ale jednak. MiA tylko mocniej przytulił Koichiego i głaskał go po głowie.
- Koichi... To... Myślę, że on nie kojaży faktów. Znaczy, pewnie MYŚLAŁ, że jego związek Ci nie przeszkadza.
- Jest idiota...! I egoistą! - załkał i zwinął się w kulkę.
- Nie płacz już. - westchnął gitarzysta. - ide do sklepu zrobić jakieś zakupy. Z tego co widziałem rano, to w lodówce nie ma nic co nadaje się do zjedzenia. Idziesz ze mną? - Spytał, by jakoś odwrócić uwagę przyjaciela od tych złych rzeczy które się mu ostatnim czasem, przytrafiły. Koichi spojrzał na niego i przytaknął. Poszedł po ścierke, wytarł wino i się doprowadził do porządku.
Przez następną godzinę robili zakupy. MiA widząc że przyjaciel jest w dalszym ciągu przybity, zatrzymał go i przytulił.
- Koichi, chodź odłożymy te zakupy i pójdziemy na miasto się zabawić. Przecież na jednym facecie świat się nie kończy! - Gitarzysta szeroko się uśmiechnął, co było przeurocze, a jako że basista uwielbiał urocze rzeczy i nie mógł się im oprzeć, jak powiedział MiA, tak zrobili. Blondyn zaciągnął różowowłosego do klubu, w którym bardzo często się pojawiali.
Nawet się dobrze tam bawili. Koichiego poderwał, jakiś przystojny mężczyzna, który ostatecznie usiadł z nim i MiA przy stoliku. Miło się im rozmawiało o wszystkim i o niczym, popijając drinki. Po pewnym czasie MiA zauważył przy barze, Tsuzuku upijającego sie. Czemu tak wywnioskował? Cóż, czarnowłosy popijał kieliszek za kieliszkiem i to z bardzo dużą szybkością.  MiA szepnął Koichiemu, że idzie do łazienki.
Owszem, poszedł w stronę łazienki, lecz w ostatniej chwili, gdy stał pod drzwiami WC, zawrócił i przystanął obok Tzk, który zdaje się, go nie zauważył. Tak więc, usiadł obok niego, zabrał mu kieliszek, który chłopak podnosił do ust.
- Co do... - zaczął, ale ze zdziwieniem zauważył, że dosiadł się do niego jego przyjaciel - MiA...
- Co tu robisz Tsu? Czemu tyle pijesz? - spytał zaniepokojony blondyn.
- Mógł bym Cię spytać o to samo - Mruknął. - Emily mnie rzuciła...
- To może zamiast siedzieć i pić, pójdziesz do niej? Wybłagasz, przeprosisz czy co uważasz za słuszne, zrobisz? - powiedział wywracając oczami.
- No w sumie... - Tsu wstał. Na szczęście nie był, aż tak pijany by nie móc chodzić i się zataczać. Plusy mocnej głowy. Wyszedł z klubu, a MiA wrócił do Ko-chana.
***
Koichi wyszedł rano z domu, gdy MiA jeszcze spał. Był umówiony z Shinem - bo tak się przedstawił nowo poznany chłopak, poprzedniego dnia w barze. Udał się do restauracji w pobliskim centrum handlowym. Tam też razem z chłopakiem spędził cały dzień, z racji tego, że nie było próby, bo Tzk miał kaca.
Wracał na piechotę, bo centrum handlowe było niedaleko jego domu. Basista właśnie szedł chodnikiem na moście, gdy jego uwagę przyciągnęła dziewczyna oparta o barierkę owego mostu. Pod nim były tory. Przyjrzał się uważnie dziewczynie, która jeszcze go nie zauważyła i ze zdziwieniem stwierdził, że to dziewczyna Tsuzuku - Emily. Nie wiedział czemu, ale przeczucie kazało mu napisać do Tsuzuku. I tak też zrobił, napisał że jest na tym moście i jego dziewczyna też. Podszedł trochę bliżej jednak nie za blisko żeby jej nie wystraszyć.
- Emily...? Co ty tutaj robisz o tej godzinie? - spytał ze zdziwieniem w głosie. Dziewczyna dotychczas patrząca w dół - na tory, gwałtownie się odwróciła.
- Koichi? Co ty tu robisz?! Śledzisz mnie?! - Podniosła głos. Po jej policzkach płynęły łzy. Wyglądała źle. - Odejdź proszę Cie....
- Wracam do domu... - westchnął różowowłosy. - Czemu tu jesteś? Nie powinnaś być z Tsuzuku? - Zmarszczył brwi.
- Już nie jestem z Tsuzuku! A teraz odejdź i daj mi spokój! - Koichi ruszył niepewnie, ostatecznie stając za mostem i odwrócił się. Ujrzał po drugiej stronie mostu Tsuzuku i gdy spojrzał w miejsce, gdzie chwile temu stała dziewczyna zamarł, bo zobaczył, że ona stoi za barierką.
- EMILY! - Krzyknął przerażony Tsu i zaczął biegnąć do niej. Różowowłosy tak samo jak czarnowłosy, biegł do dziewczyny, ale nie zdążyli. Emily skoczyła, wprost pod pędzący pociąg. Tsuzuku krzyknął ponownie jej imię, dobiegł do miejsca w którym dziewczyna stała kilka minut wcześniej, wyciągając rękę w stronę torów. Jednak to było na nic. Emily się zabiła. Różowowłosy zaczął płakać nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Nie mówiąc o czarnowłosym, który próbował iść w ślady ukochanej. Koichi obiął Tsuzuku i próbował go uspokoić, odciągając go od tej barierki.
***
Minęły trzy lata od tych wydarzeń. Tsuzuku wraz z Koichim, którego trzymał za rękę, stali nad grobem Emily. Obaj czuli się winni, że nie uratowali na czas dziewczyny. Koichi obwiniał się najbardziej. Przecież mógł zabrać ją z tego mostu... Łzy po jego policzkach popłynęły same. Tsuzuku zacisnął usta w wąską kreskę.
- Kochałem Cię Emily... Kocham. Ale Ciebie już tu nie ma... - Wyszeptał. Przytulił basistę, scałował jego łzy i pociągnął do wyjścia z cmentarza.
- To nie twoja wina Koichi. Nie obwiniaj się. Nikt nie wiedział, że chciała się zabić. - Tzk pocałował go i razem wrócili do domu różowowłosego. Rocznica śmierci Emily, nie tylko przypominała im o wypadku. Lecz rok po nim wokalista wyznał miłość Koichiemu. Potem już było tylko lepiej.

niedziela, 3 maja 2015

Follow Me ( Tsuzuku x MiA )

Kolejne Tzk x MiA. Cóż taką mam wene ~ Przepraszam za błędy i zapraszam do czytania~

____________________________________


Szedłem drogą, zwykłą alejką w parku, chyba można to nazwać drogą? W uszach miałem słuchawki byłem zamyślony dłuższego czasu. Był naprawdę piękny dzień ludzie, ba nawet całej rodziny, ludzie samotni po prostu postanowili, tak jak ja, wybrać się na spacer, przekraczając coraz to nowe alejki tego wielkiego parku. Na nosie miałem okulary  przeciwsłoneczne włosy związane w kitkę, grzywka jak zwykle zasłaniała mi czoło.
W końcu zatrzymałem się przed jedną z pustych ławek, postanawiłem że sobie na niej usiądę. Zwilżyłem usta jezykiem pogrożając  się w myślach zamknąłem oczy.
Najpierw moją głowę zaczął zaprzątać Koichi. Lubię go. Jest zabawny, słodki no i zawsze można było się z nim dogadać. Kochany Różowy Kucyk Pony. Uśmiechnąłem się lekko do siebie zawsze można było się z nim dogadać. Koichi jest dobrym przyjacielem a jak się go nazywa Kucykiem Pony to się zawsze denerwuje, rumieni i nadyma policzki, co jest urocze.
Później pomyślałem o moim najlepszym przyjacielu - Meto. Uwielbiam się z nimi wygłupiać, gdy go potrzebuje zawsze jest, zawsze umie mi poprawić humor. Może i większość naszych fanów go nie lubiło, bo miał dziwny styl, mnóstwo kolczyków czasem też wyglądał jak  z jakiegoś gore, czy jakoś tak po prostu taki był jego styl sceniczny.  Prywatnie był zupełnie inny, nie taki za jakiego go wszyscy biorą. Jak to się mówi - Nie oceniaj książki po okładce. 
Na końcu zacząłem rozmyślać o Tsuzuku. Przed oczami stanął mi obraz wokalisty, czarne włosy do ramion, mocny makijaż, czerwone usta, oblizywane przez jego 'rozdwojony' język, błękitne, soczewki i ten kolczyk w brwi ubrany w tę siateczkową koszulkę odsłaniającą tatuaże. Westchnąłem, tak, w stroju scenicznym jest niesamowicie pociągający. W sumie na co dzień też jest piękny uwielbiam się mu przyglądać. Podziwiać jego piękny uśmiech. Słuchać jego śmiechu. Tak zależało mi na nim. Zauważyłem to 3 lata temu podczas jednej z prób, ale za nic nie chce się do tego przyznać. Dlatego że się zakochałem. O ironio. Nie. Ja doskonale wiem że go kocham. 
Otworzyłem oczy i zdumiony stwierdziłem, że zrobiło się ciemno. Ciemność mnie nieprzyjemnie otaczała. Zadrżałem wstając z ławki. Zacząłem iść szybkim krokiem, by czym prędzej opuścić park. Nawet nie zauważyłem kiedy zacząłem biegnąć, co było fatalnym pomysłem, gdyż potknąłem się o coś i wywaliem. Lekko zdarłem sobie ręce. Sycząc cicho z bólu, usiadłem na pobliskiej ławce. Ogarnęło mnie przerażenie. Przerażenie, że ktoś mnie porwie i zgwałci. Albo co gorsza - zabije. Nie wiedziałem jak opuścić ten park. Był za duży. Ja... Zgubiłem się.
W głowie pojawił mi się obraz Tsuzuku. Oh co ja bym dał by on teraz zaczął mnie szukać... Może by mnie znalazł, przytulił, pogłaskał po głowie, zapewniając, że wszystko będzie dobrze. Że odprowadzi mnie do domu, pouczając bym się nie zgubił więcej.
Podkurczyłem nogi pod siebie, obejmując je rękoma, oparłem o nie głowę i zacząłem się trząść. Z bezsilności i z głodu. Czułem się źle. Bardzo źle. Miałem wrażenie jak by życie miało wymknąć się mi z rąk.
Zacząłem jeszcze bardziej drżeć. Krótkie spodenki i bluzka z krótkim rękawem ciepłe nie są. A jeszcze zaczęło wiać. Park był przerażająco pusty, ani jednej żywej duszy. Grobową atmosfere robiły latarnie o zimnym odcieniu światła. To jest okrone.
Tymczasem usłyszałem kroki. I to nie jednej osoby, a conajmniej trzech. No i się nie pomyliłem. Z jednej z alejek wyszło trzech mężczyzn, o pół głowy wyższych odemnie. Wystraszyłem się jeszcze bardziej.
- Hej, ty! - Krzyknął jeden z tych gości bełkotliwie. No pięknie, pijani... - Laleczko, chodź tu! - Zawołał ponownie. Nie zareagowałem. Jedynie wstałem, żeby się zacząć wycofywać. Ale i tak to na nic bo w dwóch krokach przemierzyli odległość nas dzielącą i ponownie rzucili na ławke i mnie trzymali. Próbowałem się wytwać. Niestety nie wyszło. Jeden z nich przykucnął przedemną rozsuwając moje nogi.
- No Lalunia, teraz się zabawimy - Zaśmiał się głośno i wymusił na mnie pocałunek. Po moich policzkach popłyneły łzy.
- Zostawcie mnie... - szepnąłem - nie chce... - Dłoń mężczyzny znalazła się na mojej nodze i sunęła w górę. Zacisnąłem oczy. Zaraz zostane zgwałcony... Może mnie jeszcze zabiją... Po cholere ja poszedłem do tego parku...
Mężczyzna już chciał wsuwać ręce pod moje spodenki, ale nagle ciężar jego ciała zniknął i moje ręce zostały uwolnione. Otworzyłem oczy gwałtownie, gdy poczułem rękę na kolanie. Przedemną kucał Tsuzuku i przyglądał mi się zaniepokojony
- MiA... Co ty tu robisz o tej godzinie?! Czy zdajesz sobie sprawe że jeślibyśmy tędy nie wracali to ci goście mogli by Cię zgwałcić?! - Zawołał poddenerwowany, a ja się do niego przytuliłem. Zobaczyłem, że najlepszy przyjaciel Tsu, zajmował się tym gościem, który na mnie siedział i próbował zgwałcić, Ryoga z Born, dokładnie. Pozostałą dwójką zajmowali się Hiro z Nocturnal Bloodlust i Karma z Avelcain. Pobili ich i to mocno. 
- Przepraszam... Zgubiłem się. - tak. To brzmiało śmiesznie.
- Tsuzuku, odprowadź Mie do domu. My sobie damy rade.  - Ryoga uśmiechnął się i posłał mi współczujące spojrzenie. Tsu jedynie przytaknął. Złapał mnie mocno za rękę.
- Chodź ze mną - powiedział i mnie pociągnął, więc podążyłem za nim
Po dziesięciu minutach znaleźliśmy się u mnie w domu. Tam poszedłem się przebrać, gdyż Tsuzuku postanowił zostać u mnie na noc. Czułem się bezpieczniej. Myślę że to właśnie dzięki niemu. Gdy wróciłem Tsu siedział na kanapie. Usiadłem obok niego. 
- MiA - Powiedział i spojrzał w moją stronę, a ja spojrzałem na niego pytającym wzrokiem. Podniusłmnie i posadził na swoich kolanach, a potem mocno przytulił. 
- T-tsuzuku? - Spytałem zaskoczony, a on się tylko lekko uśmiechnął
- Wiesz, że możesz mi ufać? - Przytaknąłem - I od dziś na zawsze, chcę Cie chronić. 
- Słucham? - otworzyłem szeroko oczy
- Kocham Cię MiA. I wiem że ty mnie też. - powiedział całując mnie namiętnie, lecz czule w usta

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Informacja~

Witam~ Niedługo dodam jakąś notke, mam trzy napisane, tyle że w zeszycie, no i trzeba przepisać.... Ale właściwie chciałam powiedzieć iż założyłam bloga wraz z Koro więc zapraszam~

wtorek, 14 kwietnia 2015

SABATO ( Tsuzuku x MiA )

Witam~ Tak więc dodaje kolejną notkę. To jest dziwne, wiem. Od razu mówię że jest samookaleczenie. Przepraszam za błędy i zapraszam do czytania. Tekst kursywą to piosenka 'Sabato' Mejibrayu ( SABATO )
____________________________________


Please don't forget me

Wszyscy siedzieli czekając na Mie w sali prób. Tsuzuku był wściekły. Mieli zacząć próbę półtorej godziny temu. I co?! Kochany gitarzysta sobie nie przyszedł! Dodatkowo nie ma go w domu, gdyż Tsuzuku do niego pojechał i wszedł do jego domu, z racji tego że ma klucze od domu ukochanego (byli parą od dwóch lat), ani nie odbierał od nikogo telefonu, ponieważ ten był wyłączony, co dziwne jak na Mie, który z telefonem się nie rozstawał, lub poza zasięgiem sieci. Jeśli to drugie to zapewne nie było go nawet w mieście. W końcu chłopaki postanowili, że wrócą do domu. Tak też zrobili. Do Tsuzuku ktoś zadzwonił. Na drugim końcu miasta znaleziono Mie... Trafił do szpitala ale gdy tylko odzyska świadomość od razu będzie przeniesiony do szpitala psychiatrycznego na obrzeżach Tokyo. Tsu był przerażony i zdenerwowany. Jego Mia.... Pokręcił głową i szybko wsiadł w samochód, pojechał po perkusistę i basistę. Wokalista starał się nie płakać co mu nijak wychodziło. Meto i Koichi byli zaskoczeni i zmartwieni stanem ich przyjaciela jak i kolegi z zespołu.

Lose...tsukriageta Success ikinuku gimu wa nai

Lose...You give a lie.
Lose...yudaneta Judgment mitomeru gimu wa nai
Lose...warau I give you a lie.


Stanąłem przed drzwiami pewnej opuszczonej fabryki. Sięgnąłem po chwili wahania za klamkę i przez nie wszedłem. Ludzie już się zbierali stając w kręgu półszepcząc o czymś między sobą. Podszedł do mnie ktoś z lekkim kpiącym uśmiechem. Jego ręka znalazła się na moich włosach i jego palce wplotły się w nie. 
- Pisaliśmy ostatnio, prawda? Jesteś Mia. - Kiwnąłem głową twierdząco w odpowiedzi. - Jestem tu "liderem". Prowadzę ten sabat. Naprawdę chcesz się oddać całkowicie sabatowi? Poświęcisz dla niego wszytko? By dostać to czego pragniesz? - W jego oczach zobaczyłem błysk. Potwierdziłem te słowa cichym "Hai" Czy to aby prawda? Nieważne. Wyrok już padł. Oddaje się sabatowi. Uśmiechnąłem się idąc za mężczyzną. Za Demonem. Tak na niego wszyscy mówią. Nic się więcej nie liczy... Czysta przyjemność. Nigdy więcej nie będę ulegał. Sabat jest dla mnie nadzieją. Życiem, szczęściem. Jedyną najważniejszą rzeczą na świecie.


wareta kagami no ue de ashi wo kiru

sono kizu no riyuu wa...ai


Poszedłem z Demonem do reszty zebranych. Zapoznaliśmy się. Byli ciekawymi ludźmi.
- Czas się przygotować! Za tydzień ofiarowanie! - Powiedział jeden z niższych chłopaków z sabatu. Stanąłem przy nich zaciekawiony. Wszyscy temu brązowowłosemu przytaknęli i zaczęli się kierować do drugiej sali.
Gdy tam wszedłem przeszły mnie dreszcze. Cała podłoga była wyłożona rozbitym szkłem. Gdy zbliżyłem się do niej, zauważyłem, że to nie byle jakie szkło, a lustra... A raczej ich kawałki. Ktoś rozkazał żebym zdjął buty i przez owe szkło przeszedł. Reszta już tak właśnie robiła. Demon był już w połowie drogi po szkłach i odwrócił się w moją stronę. 
- Co jest Mia? Dalej. Śmiało zdejmij buty i chodź z nami, odkryć tajemnice naszego Boga! - Kiwnąłem głową, posłusznie zdjąłem buty i bosymi stopami wszedłem na szkło. W jednej chwili wbiło mi się w nie mnóstwo szkiełek. Syknąłem z bólu i poszedłem za Demonem. Do drzwi po drugiej stronie tej "drogi". Ostatecznie stanąłem przed tymi tajemniczymi drzwiami. Nieświadomie padając na kolana.


sabato... kimi wa naze ano koro no you ni

tsumi wo seoi kunousuru no ka?
sabato...kimi wa naze ano koro no you ni
yume wo hawasu no darou?
boku wo sabake sabato


Wróciłem do domu. Rzuciłem się na łóżko, wtedy zaczął dzwonić mój telefon. Sięgnąłem po niego, co sprawiło mi ból, gdyż moje ciało było poranione po spotkaniu z resztą sekty. Cierpiałem a jednocześnie byłem zadowolony. Tyle tylko że nie mogłem chodzić, ani wykonywać jakichś gwałtowniejszych ruchów. Zespół, sława które miałem, na który czekałem całe życie, który był moim największym marzeniem, na który pracowałem tak ciężko... Zepchnąłem na dalszy plan i oddałem się Sabatowi. 
W końcu odebrałem telefon. Dzwonił Tsuzuku. Przygryzłem wargę nerwowo
- Mia?! Gdzie ty jesteś? Próba miała dziś być na osiemnastą! 
- Oj... Przepraszam Tsu, zapomniałem już jadę. - Mruknąłem i podniosłem się z łóżka, a wszystko mnie cholernie bolało. Wziąłem swoją gitarę i poszedłem się ubrać co mi szło strasznie wolno, a następnie zadzwoniłem po taksówkę. Krzywiłem się całą drogę do studia i ostatecznie po czterdziestu minutach dotarłem na próbę. Tsuzuku był zły, ale w końcu odpuścił.


Lose...izure kieyuku kioku ni hoshi wa nai

Lose...motomeru seijaku 「hakuke」ni imi wa nai?
Lose...kimi no kotoba ni midasaretaku wa nai
Lose...You give a lie.


Tsuzuku odwoził mnie do do domu. Byłem z nim w związku od dwóch lat...I nic nie zauważył, że w ostatnim miesiącu się coś zmieniło we mnie. Był zapracowany i nie poświęcał mi za dużo czasu. Chyba że go prosiłem wtedy znajdywał chwile dla mnie. Nie mieszkaliśmy razem. Po prostu jeszcze nie byliśmy gotowi by razem mieszkać...
- Mi-chan. Co się dzieje? - Zatrzymał się na światłach i spojrzał na mnie. Tak jakby z troską w oczach? Pogłaskał mnie po policzku. Mimo że zawsze kochałem jak mnie dotykał to teraz coś nie pozwoliło żebym czuł to, więc się odsunąłem.
- Nic. Zawieź mnie do domu. Jestem zmęczony. - Westchnąłem.
- Mogę Ci coś pokazać, kochanie? - Spytał skręcając jeszcze bardziej na obrzeża miasta na pewno nie w stronę mojego domu.
- No dobrze... Ale szybko. - Po dwudziestu minutach byliśmy na polance, z której bardzo dobrze oglądało się gwiazdy. Było pięknie. Mógłbym nawet użyć określenia 'romantycznie'. Wysiedliśmy z auta, chociaż ja miałem z tym nie małe problemy. Starałem się ukryć trudności z poruszaniem przed Tsuzuku, żeby nie mieć problemów i jego samego na głowie przez cały czas. Wokalista złapał mnie za rękę i usiedliśmy na trawie wpatrując się w gwiazdy.
- Kocham Cię Mia. Gwiazdy zawsze przypominają mi jak kiedyś, co tydzień razem na dachu wieżowca oglądaliśmy je razem. - Uśmiechnął się, składając na moich ustach krótki, aczkolwiek czuły i namiętny pocałunek.
W drodze powrotnej do mojego domu, milczeliśmy. Nie była to krępująca cisza, wręcz przeciwnie. On miał świadomość, że jestem nieśmiałą osobą. A ja chciałem tej ciszy.
W ciągu chwili całe nastawienie i atmosfera prysła. W umyśle usłyszałem nieznany mi głos "Opuść go" szeptał. Nie, nie mogłem tego zrobić. Tsu był moim ukochanym. "Nie kochasz go" znów ten głos. Nie chce kłamać... Ani oszukiwać siebie! Wokalista stanął pod moim domem. Pocałowałem go na pożegnanie, szepnąłem ciche 'Do zobaczenia' i poszedłem ze zbolałą miną do domu.


pentaguramu no ue de mi wo makasu

yatto fureaeta...ai


Nadszedł wielki dzień. Dzień sabatu. Akurat nie miałem próby swojego zespołu.
Za lustrzaną podłogą, którą szybko przeszedłem nawet tak bardzo nie raniąc swoich stóp. Po raz kolejny stanąłem przed tymi tajemniczymi drzwiami. Tym razem wspólnie przez nie. Na środku pokoju, dużego pokoju, był narysowany pentagram na podłodze, na każdym z jego ramion postawione były świeczki. 
- Mia. Rozetnij sobie rękę. Złożymy twoją krew w ofierze naszemu panu. Bogu. - Powiedział do mnie Demon. Zaskoczyło mnie to, ale kiwnąłem głową. 
Wszyscy stanęli wokoło pentagramu. Ja znalazłem się wewnątrz niego, na samym środku z nożem z ręce. Przeciąłem sobie nadgarstek w momencie gdy Demon dał mi znak. Przejechałem nożem dość głęboko po całym przedramieniu. Bolało. Mimo to, było to niesamowite uczucie. "Bóg" mnie napełniał... Ahhh.... W końcu udało się nam zetknąć tajemnico.


sabato...kimi wa naze ano koro no you ni

boku wo motome namida suru no ka?
sabato...kimi wa naze ano koro no you ni
kage wo kakusu no darou?
boku wo damase sabato


W trójkę Tsuzuku, Koichi i Meto wpadli do szpitala. Zaczęli tam wypytywać o Mie. Gdy go przywieźli trafił na stół operacyjny, gdyż prawie zszedł w karetce. Podobno był cały poraniony. Teraz leżał na OIOMie. Tsuzuku zaczął płakać, bo nie poświęcał mu czasu. Cholernie go kochał. 
Owszem Mia ostatnio się dziwnie zachowywał... Stał ciągle w cieniu. Był przybity, spóźniał się na próby... "Czy to moja wina?". Bolesny szloch, a raczej wycie przeszyło korytarz. "Mógł coś powiedzieć... Oszukiwał mnie że nic mu nie jest..."


Lose...

Lose...eien to iu na no seiyaku wa...?
Lose...
Lose...You give me a lie.


Oddałem swoje ciało, złożyłem je w ofierze i złożyłem przysięgę sabatowi, nowemu Bogu. Mdleje. Oh? Ktoś mnie podniósł? Nie to tylko kłamstwo. Straciłem... Straciłem życie, tak szybko... Ale sabat był ważniejszy, dla niego wszystko. Całkowite oddanie. Tak... Tracę wszystko dla Ciebie sabat.

sabato...kimi wa naze ano koro no you ni

boku no ego wo ukeireru no ka?
sabato... kimi wa naze ano koro no you ni
yami wo tsumu no darou?
sabato...kimi wa naze ano koro no you ni
mirai chizu wo yaburu no darou?
sabato...kimi wa naze ano koro no you ni
boku wo kizu tsukeru no?


Wyciągnąłem rękę w stronę ciemności, która gromadziła się naprzeciw mnie, ale z drugiej strony było światło. Sabat nie potrafisz zaakceptować mojego ego? Rozerwana mapa przyszłości. Moją przyszłość oddałem. Sabat ranisz mnie, dlaczego? Czemu lubisz ten czas?

boku wo aise sabato

Ocknąłem się, w rażąco białym pokoju. Rozejrzałem się... Szpital? Co ja tu robię? Dopiero zauważyłem, że ktoś leży, z głową na moich udach. Przyjrzałem się ciemnej czuprynie. Uśmiechnąłem się lekko.
- Tsuzuku - szepnąłem i się przytuliłem do niego i zacząłem płakać. To go obudziło.
- Mia?! Boże kochanie nie rób mi tego więcej! - Tsu również zaczął płakać. Mia go pocałował.
- Przepraszam. Kochaj mnie. Ja Cię kocham... Mogłem nie wierzyć Demonowi i nie dołączać do sabatu... Wybacz mi proszę skarbie. - Załkałem - Nie zostawiaj mnie Tsuzuku...
- Wybaczam. Nigdy bym Cie nie zostawił. Tak właściwie... Kto to Demon? - zapytał niepewnie.
Opowiedziałem mu wszystko. Gdy rany mi się zagoiły zostałem wysłany na leczenie psychiatryczne.
Od tej pory Tsuzuku, prawie poza mną świata nie widzi. To wydarzenie pogłębiło nasze relacje. Na lepsze

poniedziałek, 16 marca 2015

Kotek ( Uruha x Ruki )

Po długiej przerwie w końcu coś dodaje. Cóż nie jest to za długie i jest dziwne ale mam nadzieje że się spodoba. Mam jeszcze trzy one shoty skończone muszę je tylko z zeszytu przepisać, co mi nie idzie w ogóle ;-; postaram się w następnym tygodniu coś jeszcze dodać. Tym czasem nie przynudzam i zapraszam do czytania
____________________________________
    Mały kotek siedział na drzewie i patrzył na blondyna o zielonych oczach, ciemnym stroju oraz z gitarą na kolanach, w swoim własnym mieszkaniu, czy raczej domu. Złotooki kotek postanowił dać znać o swoim istnieniu. Zeskoczył z drzewa i przemknął pod okno, a następnie wskoczył na parapet, miauknął głośno i dalej wlepiał wzrok w obiekt swoich obserwacji.
    Blondyn słysząc miauknięcie podniósł wzrok znad tekstów, przenosząc go wprost na okno za którym siedziało zwierzątko. Uśmiechnął się szeroko, wstał, podszedł do okna, otworzył je, prawie zrzucając małe Bonsai które stało na parapecie i wziął zza niego kociątko.
-Hej malutki. Skąd się tu wziąłeś? Zgubiłeś się komuś? - zaczął pytać kotka jak by miał nadzieje na odpowiedź. - Aleś ty śliczny! - kot miauknął i zaczął się łasić. Chłopak się zaśmiał i z kotkiem na ręku ruszył do kuchni. - Głodny? A może pić Ci się chce maleństwo? - Uśmiechnął się blondyn. Postawił zwierzaka na stole i dał mu kawałek szyneczki którą  drobno pokroił. - Smacznego. I chyba Cię zatrzymam, bo aż by mi było szkoda Cię zostawić, Neko-chan. - Pogłaskał kotka po jego ślicznym brązowym futerku. - jutro pójdziemy na zakupy i Cię zbadać do weterynarza, Maleństwo. - Chłopak wraz z kociątkiem poszli spać do sypialni. 
    Następnego dnia blondyn i jego przybłęda spełnili plan chłopaka. Po wizycie u weterynarza chłopak dowiedział się że kot jest zdrowy.
**Rok później**
    Blondyn siedział z kotkiem na kolanach i miział go za uchem, po grzbiecie i brzuchu. Maleństwo mruczało ładnie miauczało i prężyło się pod dotykiem właściciela. Dziewiętnastoletni chłopak podniósł kocię przy okazji szturchając stolik przez co przez co wylał wodę ze szklanki. 
- Kocham cię mój malutki Ruki. - powiedział i pocałował kota lekko. Odłożył go na chwile na kanapę w salonie i poszedł po ścierkę by wytrzeć wodę ze stolika, którą przypadkiem wcześniej wylał. Wrócił i aż zaniemówił, a z wrażenia wypuścił ścierkę z rąk. Przed nim, na kanapie siedział NAGI chłopak, może rok młodszy niż on. Miał lekko kręcone brązowe włosy, śliczne złote oczy, pełne usta, drobnej budowy ciało i był niski.
- K-kouyou-kun? - Zapytał niskim seksownym głosem zupełnie niepasującym do wyglądu. Cały się trząsł, więc Shima sięgnął po koc i go nim okrył. - Dziękuję.... 
- Więc Ruki.... Jesteś jakimś księciem? - Palnął wysoki chłopak nie zastanawiając się nad tym co mówi
- Nie, jestem chłopakiem, którego zamieniono jak był mały w kota, a tylko prawdziwa miłość mogła mnie przywrócić do ponownego bycia człowiekiem.... Kochasz mnie Kouyou? - zapytał nieśmiało niższy.
- Ja.... Oczywiście że Cie kocham... - Takashima przytulił swojego Rukiego i pocałował lekko w usta. 
- Też Cię kocham Shima. - wtulił się w wyższego, zarzucając ręce na jego ramiona i oddając pocałunek.
    Od tej pory Kouyou i Takanori byli nierozłączni. Taka został wokalistą w zespole Shimy więc byli ze sobą przez cały czas. Na wieczność.

____________________________________
Za błędy przepraszam ;;

sobota, 2 sierpnia 2014

Kim dla Ciebie jestem? - Rozdział 1

Więc wstawiam pierwszy rozdział kolejnego opowiadania~! Tym razem nie prolog, mimo iż miał nim być ale by po prostu nie wyszedł, dlatego od razu 1 rozdział ^^ Wybaczcie za błędy i zapraszam do czytania.
___________________________________________________________________________
[ Z punktu widzenia Rukiego ]
Nic bardziej nie uwalniało moich emocji jak śpiew. Śpiew dla tych tysięcy ludzi na koncercie. Na koncercie zespołu, o którym jeszcze kilkanaście lat temu nikt nie miał pojęcia. Jedno było pewne. Gdy oddałem się śpiewowi byłem jak w transie. Kochałem śpiew ponad wszystko. Oczywiście nie obyło się od fanserwisu. Tym razem nawet ja byłem nim zdziwiony, gdy Uru pocałował Aoia. Chociaż, po ich ostatnich stosunkach, nie powinienem się dziwić. Widać, że między chłopakami jest jakaś głębsza więź. A przy najmniej tak się wydaje. Na pewno ze strony Uruhy.
Dwie godziny koncertu minęły tak szybko, że zanim się obejrzałem schodziliśmy z chłopakami ze sceny. Wszyscy się szybko zebraliśmy. Gdy zostałem sam z moim kochanym basistą, podszedłem do niego i się przytuliłem mocno do jego pleców. Spojrzał na mnie pytająco.
- Dawno się do Ciebie nie przytulałem Ue-chan – Westchnąłem. Akira mnie przytulił i po chwili kazał się zbierać, do hotelu. Kazałem mu iść przodem. Mój przyjaciel wyszedł. Zostałem sam. Wziąłem co miałem i wyszedłem z pokoju.
Otworzyłem drzwi od tylnego wyjścia. Pierwsze co mi się rzuciło w oczy zaraz po otwarciu drzwi był skulony, pod ścianą naprzeciw drzwi, które otworzyłem, płaczący Kouyou. Momentalnie się przy nim znalazłem.
- Hej.... Kouyou...? Co się stało? - Ukucnąłem przed nim, ścierając jego łzy z policzków. - Nie płacz...
- Taka... - Załkał i się do mnie przytulił. Wyglądał zupełnie jak dziewczyna. Włosy miał założone za ucho i rozczochrane. - Wiesz, że Aoi mi się podoba, prawda...? - Zaszlochał. Pokiwałem głową i wtuliłem przyjaciela w siebie.
- Tak wiem, Uru. Co się stało? - Głaskałem długowłosego po plecach.
- B-bo po koncercie.... On... Na niego... Czekał ktoś... - Wybuchł histerycznym płaczem. - A-a ja głupi myślałem że będzie mu na mnie zależało.... Ruki....! - Zaczął coś cicho bełkotać. Podniosłem go do pionu, a przy najmniej próbowałem, ponieważ był jak dla mnie za ciężki i za wysoki.
- Kou. Wstawaj. Idziemy do hotelu. I jak matkę kocham! Przestań płakać, proszę! - O dziwo posłuchał mnie. A gdzie się podziała jego wieczna upartość? Martwiłem się o niego.
Po pół godzinie znaleźliśmy się w hotelu. Zdaje się, że wszyscy już spali, jako że mieliśmy wspólny apartament, jedynie z oddzielnymi pokojami, a w salonie nikt nie siedział. Cicho zaprowadziłem, płaczącego Kouyou do jego pokoju i go położyłem na łóżku.
- Śpij Uru. Dobranoc. - Uśmiechnąłem się w stronę przyjaciela, który jeszcze złapał mnie za nadgarstek, gdy chciałem już wyjść.
- Dziękuję Ruki – Takashima usiadł przyciągnął mnie do siebie i namiętnie mnie pocałował. Odsunąłem się po chwili i wyszedłem z pokoju "Ślicznego" nieco zaskoczony. Udałem się do pokoju, który dzieliłem z Reiem. Cicho do niego wszedłem i zachichotałem widząc Reite w pełni ubranego, ale śpiącego w poprzek łóżka. Westchnąłem cichutko i do niego podszedłem. Zacząłem go rozbierać, by nie spał "w opakowaniu". Po chwili mój kochany Aki leżał w samych bokserkach, o dziwo się nie obudził gdy go przebrałem, czy raczej - rozebrałem. Sam po chwili przebrałem się w moją kochaną piżamę jaką był strój piłkarski.

[ Z punktu widzenia Uruhy ]
Kiedy Takanori wyszedł ja znów wybuchłem płaczem, który starałem się tłumić chowając głowę w poduszkę. Co ja takiego zrobiłem żeby tak cierpieć...? Yuu mnie nigdy by nie pokochał. Po co ja w ogóle się okłamuje.... To w końcu nie jego wina, że nie czuje tego samego do mnie, co ja do niego.... On w końcu ma jakąś dziewczynę. Pół nocy mi tak minęło na rozklejaniu się i świadomości że nigdy nie będę mieć tego czego pragnę, a pragnę Shiroyamy i to tak cholernie mocno. Bo go kocham całym sobą. Na ustach nadal czułem ten jeden, niewinny, nic nieznaczący pocałunek i miękkie wargi Aoiego, od których najchętniej nigdy bym się nie odrywał. Tak.... To było zbyt piękne....
Rozległo się pukanie do drzwi mojego pokoju. Wytrzeszczyłem oczy i szybko je otarłem z łez. W końcu to mógł być każdy. Nawet obiekt mojego płaczu i ciągłego rozmyślania..
- Proszę.... - Wychlapałem, pociągnąłem nosem i skierowałem wzrok w stronę drzwi, które się otworzyły, a stanął w nich lider naszego zespołu i chwile później znalazł się obok mnie, wcześniej jeszcze zamykając drzwi na klucz. Usiadł obok mnie i przytulił mnie mocno.

Widziałem że był wykończony i zapewne prze zemnie w ogóle nie spał. W końcu jego pokój znajdował się zaraz obok mojego.
- Co się stało, K'you? - Szepnął lider, lekko kołysząc się ze mną w swoich ramionach. Wtuliłem się w niego mocno, pociągając nosem, który był zatkany. Yutaka podał mi chusteczki, których odrazu użyłem.
- Bo... Bo ja się zakochałem w Yuu – Szepnąłem ledwo słyszalnie, ale na tyle głośno, by ciemnowłosy usłyszał. Uśmiechnął się do mnie lekko, pokazując te swoje prześliczne dołeczki.
- To chyba powinieneś się cieszyć, a nie pół nocy płakać, nie uważasz? - Odsunął mnie lekko od siebie i spojrzał mi w oczy.
- A-ale on chyba kogoś ma.... Dziś po koncercie wyszedł z jakąś dziewczyną... - Znów wybuchnąłem płaczem. Lekko od tego zaczynało mi się kręcić w głowie.
- A powiedziałeś mu o swoich uczuciach, do niego, Kouyou? Wyznałeś mu miłość? - Spytał czarnowłosy, delikatnie głaskając wyższego po ręce.
- N-nie... Boje się jego reakcji..... Poza tym jeżeli mnie odrzuci.... To ja... Ja nie będę w stanie grać. Mimo iż zawsze na pierwszym miejscu była muzyka.... Ale te uczucia górują. I nie potrafię ich zignorować. Przepraszam Kai.... Ja tak bardzo przepraszam.... - Załkał blondyn
___________________________________________________________________________
Wiem że krótko. Gomen~ I bye bye

niedziela, 6 lipca 2014

Prolog Zmiana (KHR)

Witajcie. ~ Wstawiam prolog pierwszego opowiadania~ Miłego czytania.
___________________________________________________________________________
Ten piękny czerwcowy dzień zapowiadał się bardzo przyjemnie, w gronie przyjaciół i rodziny. Tsunayoshi, pomagał właśnie, mamie robić jedzenie, które mieli zjeść na pikniku. Pół ranka 18 letni Sawada pomagał przyrządzać jedzenie. Lambo i Fuuta siedzieli w salonie i w coś grali razem, Bianchi siedziała w swoim pokoju i zdaje się że pracowała nad swoją trującą kuchnią... A Reborn. Właśnie gdzie był Reborn? Tak się składało że właśnie schodził z piętra domu i wszedł do kuchni w której urzędowali Tsuna i Nana. Na jego twarzy zalegał uśmieszek który nie świadczył o niczym dobrym.
Przez te cztery lata dużo się zmieniło. Reborn, tak jak i reszta Arcobaleno wrócił do dawnej postaci zabójcy w postaci dorosłej. Jak się okazało dorośli 15 razy szybciej niż podejrzewał Verde. Tsunayoshi Sawada, nie był już beznadziejnym Tsuną, a Neo Vongolą Primo i przejął całą mafie. A Reborn dostał zadanie opiekować się Sawadą.
Piknik miał się odbyć za półtorej godziny. Tsuna szybko wszystko spakował do dużego wiklinowego kosza jedzenie i spojrzał na Reborna z lekkim strachem.
- Tsuna, chodź na chwilę. - Uśmiechnął się szerzej i wyszedł z kuchni, przeszedł przez salon i wyszedł przez balkon na dwór. Młody Sawada przełknął ślinę, nerwowo i poszedł za zabójcą.
Gdy na owym dworze się znaleźli, posiadacz kameleona stał tyłem do Tsu. Chłopak nerwowo szarpał brzegi swojej koszulki, która była na niego nieco za długa.
- Sprowadź swoich strażników pół godziny przed rozpoczęciem pikniku do świątyni. Dobrze? - Spod kapelusza było widać błysk oczu Włocha
- A-ale Reborn, po co?! - Zwołał.
- Nie pytaj tylko to zrób, głupi Tsuna. - Powiedział, a brunet nie zdążył zaprotestować, ponieważ przyszli jego przyjaciele, którzy byli za razem jego strażnikami.
- Yo Tsuna! - zawołał Yamamoto z szerokim uśmiechem na twarzy
- Juudaime! - Gokudera jak zwykle przywitał Tsune, bo jak stwierdził, z szacunku do niego.
- Sawadaaaaaaaaaa! - Tak. Brat Kyoko był zdecydowanie za głośny
- Bossu! - Nawet Chrome. Dobrze ją widzieć, w dobrym stanie.
- Cześć – Tsuna też się uśmiechnął się do przyjaciół i weszli do domu. Zdecydowanie byli za głośni. Ale Tsu to nie przeszkadzało, przyzwyczaił się.

***


Pół godziny przed piknikiem poprosił swoich strażników żeby przyszli do świątyni. Nawet sam Hibari Kyoya i Rokudo Mukuro we własnych osobach przyszli, czym Tsuna był zaskoczony. Jak się okazało. Na miejscu spotkania z Rebornem, był tłok. Same znane osoby i grupy mafijne były tam zebrane. Mianowicie: cała Varia, Dino, Kyoko, Haru, rodzina Simon, grupa z Kokuyo Land i byli Arcobaleno, wszyscy poza Verde.
- Re-reborn? Po co nas tu sprowadziłeś?! - Zawołał młody Sawada, lekko wystraszony. W rękach zabójcy pojawił się karabin. Wszyscy spojrzeli na niego pytająco. W mgnieniu oka Reborn postrzelił wszystkich, tak że w około pojawił się kłąb dymu. Wszyscy zaczeli kaszleć.
- Reborn! Co Ci odbiło?! - Zawołała Lal niższym głosem niż normalnie. - Hę? - Spojrzała na Collonnelo i zamarła.
- Lal? Co się dzieje? - Collonnelo podszedł do niej i położył swoją rękę na jej policzku. Zmarszczył brwi widząc swoją ręke, która wyglądała bardziej subtelnie i kobieco.
- Hiiiiiiiiiiiiiiiiiiie?! - Pisk przeszedł przez tłum. Wszyscy spojrzeli w stronę jego źródła. Ujrzeli długowłosą brunetkę, w krótkiej spódniczce i białej koszuli z krótkim rękawem, na guziki.
- J-juudaime?! - Pisnęła srebrno włosa dziewczyna stojąca obok brunetki. Wszyscy spojrzeli się po sobie i otworzyli usta ze zdziwienia, a potem ich wzrok przeszedł na Reborna.
- Reborn! Co ty żeś zrobił?!?!?! Dlaczego mamy zmienione płcie?! - Piskokrzyk Tsuny rozszedł się po okolicy. I jak na zawołanie zawiało, a że wszyscy (poza Kyoyą) mieli krótkie spódniczki to im pięknie je podwiało.
- VOOOOOOOOOOOOOOI! Co to ma być do cholery?! - Wszyscy byli czerwoni na twarzach.
- Jak my pójdziemy na ten piknik?! - Zawołała wystraszona Tsu i zaczęła panikować.
- Jak to jak? Tak jak teraz – Rebornowi uśmiech z twarzy nie schodził.
Wyszło jak wyszło. Pięć minut przed piknikiem wszyscy zebrali się w wyznaczonym miejscu. Nana zdawała się nie zauważyć ich zmiany płci. Wszyscy siedzieli w ciszy i patrzyli w ziemię. Tak więc z owego pikniku wyszło tyle co nic.

środa, 14 maja 2014

6918 - KHR

Notka w końcu się dała napisać.
_____________________________________________________________________________

Nie potrzebuje być w związku. Możliwe że nawet w nim nie chcę być. Bo po co? Będąc w związku... Nie. Związek. Związek to masa zobowiązań w stosunku do drugiej osoby, typu wierność, dawanie prezentów, chodzenie na randki... Na co to komu?! Jestem osobą która nie cierpi być ograniczana. jakkolwiek. Z resztą mój partner także. I teraz nasówa się pytanie " Z jakiej racji i po jaką cholere jesteśmy razem?". Otóż to, ja sam tego nawet nie wiem, a mój, teoretycznie mój, Hibari też pewnie nie.
No ale jest jak jest. Ja i Kyoya jesteśmy, w związku. Ba! My nawet razem mieszamy, walczymy między sobą i pracujemy. Ale to tylko, czy raczej głównie w dzień, a noc to zupełnie inna sprawa...
Moje przemyślenia przerwał dźwięk otwieranego zamka w drzwich. Leżałem na kanapie z mokrymi włosami, z racji tego że przd chwilą wyszedłem spod prysznica, a na biodrach miałem przewiązany biały puchaty ręcznik. I nic poza tym. Za oknem zrobiło się ciemno i nastał zmrok.
- Wróciłem. - Dobiegł mnie głos mojego ukochanego, a potem kroki. Nie chciało mi się podnosić więc czekałem, aż Hibari do mnie przyjdzie. Po chwili już siedziałem, całując się z przewodniczącym Komitetu Dyscyplinarnego, obięty za szyję. Oderwałem się od czarnowłosego po chwili, a po domu rozległ się mój charakterystyczny śmiech.
- I ty, Kyoya twierdzisz że mam Cię nie traktować jak dziewczyny? Po twoim zachowaniu można nawet dostrzec, iż przypominasz dziewczynę. - Mój partner odwrócił wzrok lekko się rumieniąc i wstał, a potem ruszył w stronę kuchni, rzucając w moją stronę
- Pierdol się. Nie jestem dziewczyną i masz, mnie tak nie traktować.
- Kufufu~ Pierdolić się mogę tylko z tobą zawsze i wszędzie, piękny - Odpowiedziałem na co chłopak prychnął. Wstałem i ruszyłem w jego stronęprzeczesując mokre kosmyki włosów palcami. Podszedłem do niego od tyłu i jedną ręką obiąłem go w pasie, a drugą złapałem za tyłek. Podskoczył mimo, że wiedział iż tak zrobię - To co idziemy do łóżka? - Uśmiechnąłem się szeroko.
***
Idąc jedną z cmentarnych alejek, tą kierującą do wyjścia powoli przemierzałem coraz większą część cmentarza. Zastanawiałem się nad sensem bycia w związku z tym wkurwiającym iluzjonistą, który na dodatek ZAWSZE patrzył na mnie z góry i mnie poniżał.Ten związe poza tm nie ma najmniejszego sensu. To tylko nas oboje ogranicza. I doskonale o tym wiemy i nic z tym nie robimy.
Mozliwe żejest w tym coś więcej. Taka więź która karze być nam razem bez brania pod uwagę opuszcznia siebie na wzajem. Coś w tym chyba jest. Nie ważne jak bardzo byśmy się pokłócili, nawet jak byśmy się znienawidzili! I tak znów byli razem.
To uczucie do tego.... Do Mukuro. Jest inne niż mogło być do osoby którą ię kocha. Ten chłopak działa jak narkotyk na mnie. Gdy go nie ma jesteś jak narkoman na głodzie, a gdy jest to pragniesz go coraz więcej i więcej. Wiem, głupie to jak na mnie ale taka prawda. mimo że jej nigdy nikomu nie przyznam, z racji tego, że to ja i ja takich rzeczy nie robię.
Wszedłem do sklepu niedaleko mojego. Nie. Naszego domu. Mojego i Rokudo. Zrobiłem zakupy i udałem się do domu.
W sumie.... Bałem się go stracić. Znaczy Mukuro. Cociaż z jednej strony wolał bym bez niego żyć.... Ale ta druga strona była silniejsza i nie pozwala mi go sobie odebrać, ciekawe. No ale cóż.... Miłości się nie wybiera, a przynajmniej tak słyszałem. Chociaż. Kto wierzy ludzią których nie zna? Chyba tylko głupcy. Chociaż ja właśnie to robię. Jestem głupcem. Westchnąłem, otwierając drzwi od domu, w którym czekał na mnie, mój boski, piękny i nieziemsko seksowny ukochany, który jest dla mnie ważniejszy niż wszystko inne na tym świecie. Pokręciłem głową i wszedłem.
***
Nasze jęki rozchodziły się po domu. Brałem Hibariego Kyoye i to dość mocno. Chociaż bądź co bądź - On to lubił. Wił się podemną z roskoszy, co było strasznie słodkie. Posuwałem go coraz mocniej. Obaj byliśmy blisko szczytu, więc wykonałem w nim kilka głębszych ruchów i chwile później oboje doszliśmy, wyszedłem z Hibariego i położyłem sięprzy nim, tuląc się do niego. On się we mnie wtulił.
- Wiesz Mukuro.... Zajebiście się z tobą kocha. - westchnął mój ukochany. uśmiechając się.
- No wiem - Pardknąłem śmiechem, szczelnie okrywając nas i się przyglądałem Kyo.
- Mukuro? - Spytał czarnowłosy mając poważną minę.
- Co? - Zamrugałem pare razy głaskając nagie ciało Kyoyi
- Zależy Ci na mnie jak mi na Tobie? - Spytał odwracając wzrok w stronę okna.
- Zastanawiałem się dziś nad tym, prawie cały dzień, i sądzę że tak. Tak zależy.- Pocałowałem go. Chłopak się uśmichnął i zasneliśmy.

_______________________________________________________________________________
Takie krótkie 6918 :3

poniedziałek, 9 września 2013

Tak na początek

Witam na blogu.
Na początek kilka słów wstępu, co jak itd.... A mianowicie:
- Po pierwsze zamieszczane będą na blogu opowiadania i fanfiki mojej twórczości. NIE KOPIOWAĆ.
- Po drugie Jak się komuś coś nie podoba to dowidzenia
No i tyle z mojej strony :3